Kuchnia mojej mamy. Zupa specjalnie dla ciebie w słoik. Chciałabym wejść do słoika zamiast zupy. Całowanie stopy rozmiar 25 w sklepie obuwniczym. Wytrawny kac. Zbijanie gorączki nurofenem na kolanach. Chłopiec w piaskownicy (po którym prawie nie widać, że jest autystyczny, tylko ona mówi, że się do niej nie przytula). To, co mógłbyś mi zrobić, gdybyś chciał. Fasola biała. Właściwie bez łyka. Niezbyt rokujące cv wydrukowane na laserowej. Biała mała tabletka na poniedziałek. Szuszum pralki już czwartą godzinę. Czarno białe zdjęcie chłopca na rowerze, który kiedyś będzie moim ojcem. Godzina trzecia szesnaście w nocy.
Wszystko.
Może być tematem na wpis.
Somalijski holokaust. Informacja o promocji na bilet do Sao Paulo za jedyne tysiąc siedemset. Przepis na faszerowane papryki. Zarzygany kocyk w słoniki. Śliska podłoga w poradni. Trzeci centyl. Piąty mililitr. Tysiąc dwieście czternasty odcinek. Autobus do centrum odjeżdżający spod bloku co piętnaście minut. No wszystko.


Wrzesień 12th, 2011 at 23:02
I dokładnie tak jest .Na tych blogach.A w rozmowach w realu?Nie wszystko dla każdego.To dobrze?Można dyskutować.Ale po co?Kto chce,pisze.Kto nie chce,nie pisze.Były pamiętniki,są blogi.Zamyka się sąsiad przed sąsiadem,ale pojedzie na drugi koniec kraju,bo poznał kogoś przez internet.Siedzi kolejną godzinę przed kompem ,wklepuje posty ,a pukającego do drzwi kumpla, spławia.Signum temporis?
Wrzesień 13th, 2011 at 09:05
A ja bym też chciała do maminego słoika z zupą… Tylko, że już nie ma ani słoików ani mamy.