Osiem liter, pierwsza „d”

Mimo, że zaklinałam się, że nie chcę, nie zamierzam, nie będę o tym pisać, plany biorą w łeb. Pisze się samo. To problem zbyt nachalnie pchający się do mnie. Co ja poradzę, że to widzę? Że dziewczyna z wózkiem przysnęła na chodniku, przy przejściu dla pieszych, na czerwonym świetle. Że ta kobieta pod furtką przedszkolną nerwowo wypala dwa papierosy, jeden po drugim. Że ma czerwone oczy. Że pach, pach, jeszcze dwa machy, przygniata niedopałek sandałkiem na koturnie, odgarnia włosy, naciska klamkę furtki. Że nagle używa uśmiech numer pięć. Że niczym perfumami pokrywa się tym uśmiechem dla ludzi, dla dziecka. Że stoję w łazience już pięć minut i gapię się na pająka. Że czasem w ogóle nie obchodzi mnie ta gęba z lustra, jest mi całkiem obojętna. Ale za to pająk…

Czy to już?

Depresja poporodowa zaczyna się przed porodem i trwa i trwa i trwa

Wyniki badań pokazują, że około 80% kobiet zapada na tzw. baby blues.  Po około miesiącu pierwszy szok zostaje przyćmiony nawałem oksytocyny sączącej się z bezustannie ssanych piersi. Blues się kończy.

U około 10% do 20% kobiet się nie kończy. Wcale.

Rozmawiałam z panią naukowiec (nie piszę nazwiska, ale jak ktoś chce wiedzieć, niech pyta), która jako jedyna w Polsce zrobiła solidne badania na ten temat i napisała książkę. Powiedziała mi między innymi: Depresja poporodowa zaczyna się w wielu przypadkach przed porodem. Wtedy wszyscy mówią, że to hormony. Albo że matka boi się o zdrowie dziecka. Tylko, że ona potem rodzi zdrowe dziecko i wszyscy są zdumieni: czemu nie tryska radością? W jej badaniach „kluczowa okazała się relacja z bliskimi, najbardziej z partnerem”. Ba! A potem dzwoni do mnie mężczyzna, że już nie wie, co ma robić, bo jego żona przestała z domu wychodzić i zajmować się dzieckiem.

Granica wytrzymałości

O objawach nie piszę. Do złudzenia przypominają zwykłe życie. Choć te myśli takie złe, wiadomo jakie.

Wychodziłam na balkon na piątym piętrze wywiesić śpiochy i gapiłam się w dół – powiedziała mi kiedyś moja przyjaciółka – myślałam, że fajnie byłoby już przestać być. Mocno zaciskałam spinacze na śpiochach, bardzo mocno i wracałam do mieszkania.

Co więc, jeśli dajesz radę funkcjonować? Tu cicho popłaczesz, tam zrobisz sobie placebo z melisy. Wypierdolisz do kibla obiad, który robiłaś dwie godziny i którego nikt nie chce jeść. O trzeciej w nocy wstaniesz pogapić się na śpiące dzieci. W ciągu dnia zasypiasz, bo nie spałaś w nocy. Wszyscy dookoła mają pasję. Wszyscy dookoła mają seks. Ty masz czachę ze szkła. Nie rozumiesz czemu. Bywa, że jest gorzej niż lepiej. Jeśli ta baba, która stoi za tobą w kolejce do kasy, za chwilę się nie zamknie, udusisz ją nowymi szelkami dla Młodego. W słoniki.

Wkurza cię, że nikt do ciebie nie dzwoni. Jak ktoś dzwoni, to nie odbierasz. Nie masz ochoty nic opowiadać, udawać. To zbyt męczące. Przestajesz chodzić na imprezy. To zbyt prymitywne. Nie obchodzi cię to. Nie pijesz. Nie palisz. Wolisz nie ryzykować zapaści w otchłań. Jesteś dumna ze swojej buddyjskiej postawy. Po roku chodzenia na jogę potrafisz już stanąć na głowie. Nikt ci nie wmówi dziecka w brzuchu, ani choroby w zdrowym ciele. Z którego uleciał duch. Buch.


14 responses to “Osiem liter, pierwsza „d”

  • grypa

    U mnie taki chroniczny smutek zaczął się jeszcze przed zajściem w (drugą) ciążę, później wrócił, tuż po porodzie i trwa do dziś – prawie dwa lata. Tak myślę, że to jest to. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale generalnie straciłam jakiś czas temu całą radość życia. Wykonuję mnóstwo codziennych czynności w zasadzie bez żadnych emocji pozytywnych. Czasem jakiś przebłysk, uśmiech. Ale ogólnie dupa. Tylko mój mąż mówi: – kiedyś byłaś inna, jak ty się zmieniłaś. Szukam pozytywów czasem jeszcze, próbuję wychodzić z domu. Koleżanek poza jedną brak. Były, były, wypadły gdzieś po drodze. I jakoś toczy się…

  • MamuśkaMartuśka

    Nawet nie wiesz jak bardzo wiem o czym piszesz…Aż ciary przeszły mokro w oczach…

  • domnie

    Po pierwszym dziecku ten stan trwał dwa lata, nie mogłam się otrząsnąć w żaden sposób. Uratowało mnie paradoksalnie zajście w drugą ciążę. Udało mi się unosić na powierzchni dopóki syn nie skończył sześciu miesięcy i nadeszła długa zima z dwójką chorych dzieci w domu. Dopadło mnie znowu, beznadzieja, samotność, niechęć do siebie, dzieci, wychodzenia z domu, spotykania ludzi. Nie miałam nic wartościowego do powiedzenia, ale też nie obchodziło mnie co dzieje się gdzieś tam… Powrót do pracy, dodatkowe zajęcia, jak najmniej zajęć domowych (odpuszczam, niech będzie burdel na kółkach) trochę pomaga. Zamiatam myśli pod wycieraczkę przy drzwiach wejściowych mojego domu. Aby do przodu, może się jakoś samo ułoży…

  • Vilka

    Witaj, zaglądam do Ciebie regularnie – od 3 dni😉. Świadomość, że ktoś przeżywa podobnie – jest jak narkotyk🙂 Czasami mam wrażenie, że Twój wentyl bezpieczeństwa staje się również moim. W każdym razie dziekuję, że piszesz i że mogę czytać.

    Temat depresji poporodowej jest bardzo bagatelizowany😦 a szkoda – może żyło by się lepiej. Podaj proszę wiecej szczegółów na temat badań i książki wspomnianej pani naukowiec.

    Do poczytania🙂

  • tylkospokojnie

    Znalazłam ją poprzez ten artykuł:
    http://www.polityka.pl/kraj/241777,1,smutna-radosc.read
    Monika Wasilewska-Pordes, „Depresja porodowa u kobiet”
    Pozdrawiam
    TS

  • AlaBC

    😦 znam to… niestety😦

  • Vilka

    Dzięki za informację. Książka niestety jest w tej chwili niedostępna😦 Miałabym do Ciebie prośbę. Mogę skontaktowac się z Tobą mailowo ??
    Pozdrawiam
    VP

  • Mama Julisiaczka

    Nie mogłam spać przez tego posta…ryczeć się chce, smutne to strasznie ale takie rzeczywiste. Najgorsze jest to, że jak się przyznasz, że jest ci ciężko to zaraz cię chcą zeżreć żywcem, bo przesadzasz…
    Cieszę się, że znalazłam Twojego bloga. To jest budujące wiedzieć, że jest ktoś po drugiej stronie kabla, kto przeżywa to samo.

  • Okruchy

    Przeszłam przez to, przez czarną dziurę, która objawiła się z całą mocą przy drugim urlopie wychowawczym – da się z tego wyjść! Gdy domowe sposoby nie pomagają – warto zwrócić się po fachową pomoc. Jest druga, jaśniejsza strona lustra, z depresją da się wyg(ryw)ać. To w nas zachodzą procesy myślowe, skazujące nas na „śmierć” – terapia uczy udzielać sobie samej wsparcia, rozpoznać swoje pragnienia, uwikłania i – niestety często – całe dziedzictwo otrzymane w „spadku/posagu”. Uczy radości z tu i teraz, brania życia w swoje ręce – w pozytywnym sensie. Sursum corda, pozdrawiam mocno wszystkie udręczone Mamy!

  • Monika

    Choć nie wiem o czym piszesz poruszasz jakąś część mnie…tę, która mogłaby zaprzyjaźnić się z D gdyby ta ją zaskoczyła… Za mało mamy empatii do kobiecych lęków, obaw, wątpliwości. Za dużo za to zapewnień, że to normalne, że potem będzie już tylko lepiej, że każda matka wie co ma robić…Za dużo oczekiwań, ocen, krytyk…

  • łucja

    moja depresja…już tyle o niej mówiłam, a może trzeba było krzyczeć, żeby ktoś usłyszał, a nie tylko poklepywał po ramieniu i mówił „po prostu jesteś zmęczona”… ile razy chciałam cofnąć czas… dlaczego nikt wcześniej nie powiedział, że może być aż tak źle? i to na własne życzenie… Nigdy nie czułam się tak blisko śmierci, jak po urodzeniu dziecka. I nigdy nie czułam się tak beznadziejnie i staro… Nie poznawałam się na roześmianych zdjęciach z czasu ciąży, myślałam że nigdy się już nie uśmiechnę… Teraz jest niby lepiej, ale gdybym mogła cofnąć czas…

  • Halifaxus

    Czytam to dopiero teraz a szkoda. Moj syn ma prawie 1,5 roku. I od pewnego czasu czuje i widze jaki on jest fantastyczny. Ale tak nie bylo od samego poczatku. Przez cala poprzednia zime szukalam drzewa na ktorym moglabym sie powiesic. Maz w pracy a ja z malym calymi dniami sama w obcym kraju w ciemnym lesie. To byl najtrudniejszy rok w moim zyciu. Nie widzialam zadnego swiatelka w tunelu. Bardzo chcialabym miec drugie dziecko ale czy dam rade przejsc przez to jeszcze raz?

    Odkrylam Pani blog dzis i nie moge sie oderwac od czytania kolejnych wpisow.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: