Czeski film

Ostatni raz widziałyśmy się dwa lata temu z Berlinie. To jedyna przyjaźń, która ocalała po studenckim pobycie w Holandii 11 lat temu. Maya to istny ósmy cud świata. Oliwkowa skóra i długie, kręcone włosy. Jest obdarzona tym wyjątkowym pięknem, które niosą egzotyczne geny. Wspomnienie Afryki przetrwało w jej sylwetce, mimo surowej europejskiej kindersztuby. Jest jednocześnie delikatna i niesamowicie silna. Jest jedyną osobą, którą znam, która tak absolutnie uwielbia bycie kobietą. A może po prostu bycie sobą. Uważa, że wszystko, co jej się przydarza, ma znaczenie. Korzysta ze swojej intuicji, jakby to było jedyne wiarygodne źródło wiedzy. Jednocześnie udaje je się nie wiązać z kretynami, nie dawać wrobić się z żadne głupie układy. Zawsze gdzieś zmierza. Ciągle się wyprowadza się, przeprowadza albo wprowadza. Czasem jest w związku z facetem, czasem z kobietą. Tłumaczy to tym, że w miłości chodzi o człowieka, a nie o jego płeć.

Dwa lata temu, w Berlinie, Maya była jednak matką świętą, pochyloną nad swoim synkiem. Matką spokojną, ciężką i pachnącą mlekiem. Jej oczy były zamglone endorfinami, niczym dwa błotniste jeziora. Matczyność buchała z niej, jak para z rosołu. Mam zdjęcie, na którym ona z synkiem machają do mnie, oboje tak samo spokojni, piękni i zakochani.

Ale teraz jest dwa lata później. Jest Londyn. Nie ma dzieci ni ojców. Jadąc na spotkanie z Mayą, obserwuję nierówne, w pośpiechu przez wyjazdem obcięte, paznokcie. Patrzę na swoje dżinsy za 59,90 pln. Jeden but mi się rozkleił i coś mu wystaje z boku. Nie zdążyłam się przygotować na spotkanie z tą pięknością. W dodatku nie wzięłam nic przeciwdeszczowego, a tu ciągle leje. Pożyczyłam od brata zieloną wiatrówkę, znacznie za dużą i czapkę z daszkiem Wimbledon 2007. Wyglądam jak polski dresiarz na robocie. W szybie odbija się moja długa postać. Tylko nos mi widać, bo się świeci. Spóźniam się, opóźniam. Niepotrzebnie pisałam Mayi, żeby przyleciała. Jestem wrakiem, kupą rozmazaną na szkiełku, gotową do badań na pasożyty. Jakieś pasożyty na pewno mnie żrą. Depresja albo inna opresja. Chce mi się odwołać to spotkanie. Nie chcę nawet stanąć obok Mayi. Nie dzisiaj. Brzydko, brzydko, fe.

No, ale nie mogę. Ona tu specjalnie dla mnie przyleciała. Tego akurat zupełnie nie rozumiem, dlaczego Maya wciąż chce się ze mną spotykać.

Więc lecę po tych korytarzach metra, niczym ćma do światła, lecę na moją ostateczną porażkę. Na wielkiej stacji jakiejś tam, mam szukać orkiestry (Maya pisze w smsie: w ten sposób łatwiej mniej znajdziesz). Orkiestrę słyszę od razu, bo składa się chyba z dwudziestu puzonów. Szukam jej wśród tłumu, ale nie widzę. Orkiestra hałasuje. Jest trochę abstrakcyjnie, jak na czeskim filmie. Ktoś do mnie macha. Jestem zdziwiona. Puzony szaleją. To ona. Jest o wiele niższa niż ją pamiętałam, niziutka. Jeden wielki kołtun ciemnych loków poklejonych od wilgoci, sterczy na obie strony. Ma na sobie za krótkie spodnie ze sztywnego białego płótna, rozszerzane na dole niczym dwa żagle. Na nogach jakieś dziwne sandałki. Płaszczyk żółty, wytarty, od czapy. Na to narzucony czarny sportowy plecak. Też od czapy. Maya dostrzega mnie i jej oczy błyszczą autentyczną radością. Idzie. Lezie przez sam środek tego wolnego miejsca, które zawsze jest przed orkiestrą. Mało im nie kopnie tego pudła na drobne. Wszyscy patrzą na tę małą postać. To ona. To ona taka, jaka jest. Jaka zawsze była. Teraz pamiętam. Kiedy wychodzimy na deszczowe ulice Londynu, Maya rozkłada parasolkę w kwiatki (taką klasyczną „babciną”) i jeden drut jest złamany. Rozczula mnie to do końca. To jest coś. To jest właśnie Maya.

Idziemy po kałużach niczym Flip i Flap. Mnie odkleiła się podeszwa do reszty. Jej woda wlewa się do sandałów. Ściskam łokieć Mayi z radości. Trutututuu.


4 responses to “Czeski film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: