Terror szczęścia

Producent smutku usłyszałam w radio. Od razu mi się spodobało. To o mnie? Do mnie? Może być. Biorę. Tatuuję sobie. Trudno. Mam ochotę na wielki coming out.  Na straganie w dzień targowy. A to ta pani co taka miła po bułki schodzi rano, co ma takiego miłego męża i ślicznego chłopczyka? A ona się przecież zawsze tak ładnie uśmiecha. Nie, coś ty, ona się nie uśmiecha. Bo ty pracujesz na drugą zmianę, to ona może już wtedy się nie uśmiecha. Acha. To ona się tak posypała? Musiało być, że za dużo miała. To tak to się kończy, droga pani. Zachciało się pannie hawajów. Wiesz, że taka niby wyjątkowa. Pióra w dupie. Nasiąknie człowiek jak gąbka tymi złudami, marzeniami. A potem jak żyć? Jak tu z taką gąbką chodzić po mieście, ciągnąć po ziemi. Ale po co się tak męczyć, nie lepiej z tym gdzieś po pomoc profesjonalną…? Cii…, idzie, dzień dobry pani…

Dzień dobry. Poproszę pięć bułek.

 

Moja gąbka moim krzyżem.

Ale nie musi ci być przykro. Nie chodzi mi o twoje przykro.

I nie, nie idę jeszcze do psychiatry.

I nie rozwodzę się jeszcze.

Jeszcze nie.

Spokojnie.

Listek mięty rozgryzam zamiast.

I bułki suchej.

I nie zamienię się z nikim.

Nie.

 


2 responses to “Terror szczęścia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: