Spod stołu

Co to była za impreza. Rodzina stawiła się licznie, mimo lokalizacji niesprzyjającej. Ja ogólnie raczej unikam, tym razem jednak nie uniknęłam. Bo, jako dziecko, w zbyt wielu imieninach brałam udział. Rodzice wyjść lubili, a ja nie lubiłam zostawać sama. Więc ja się na imieninach znam jak mało kto, prawie z mlekiem matki wyssałam. Perspektywa spod stołu, pamiętacie, oczka na rajstopach, co to się je potem na szklance łapało, za ciasne buty, dziurawe skarpety i spadające śledzie w cebulce! Ćtap.

Także nic mnie nie mogło zaskoczyć. A jednak. Ciocie przyjechały przebrane za babcie. Ich pulchne radosne policzki zapadły się w upudrowane buldogi. Wujki siwe i pokurczone jakieś. Smarki, co im gluty wycierałam, stawiły się jako osoby dorosłe i pijące, a jakże. Trochę się śmiali, trochę pili, trochę kaszleli. Nie bardzo wiedziałam, jak zacząć te rozmowy pod tytułem co słychać. Co słychać? Nie widzieliśmy się pięć dziesięć piętnaście. Także tylko donosiłam im i dolewałam, dzielnie się uśmiechając. Aż się trochę poluzowali i zaczęli się rozłazić po terenie grupkami. Jeden wujek siwy bardzo chciał z młodym grać w piłkę, że się zasapał niebezpiecznie. Rozpoczęły się śpiewy nieuniknione. Poszłam dolać tym, co przy ognisku. Jedna ciocia tam kiełbaskę piekła, co w uesa mieszka. W uesa rodzina nie istnieje – stwierdziła ciocia arbitralnie. W uesa nie dzieje się dobrze. Tu jeszcze się ta więź trzyma, a tam już się wszystko pozrywało, popękało. No to się z tą ciocią w spór wdałam, że może to dobrze, bo rodzina to, wiemy już od Szekspira, podłoże dla pleśni i psychoterapii. Na to ciocia ze śmiechu plunęła ketchupem. Mówi, że w uesa każdy ma terapię. Że ta samotność zżera ich tam od środka. Pokiwałam głową. Zza krzaka doszło do mnie „psst, psst”. Kuzynka jarała tam cienkie, a że nie jara, taka jak ja, to razem wyrajałyśmy po jednym. Niestety ojciec akurat przyszedł i zapytał, co robię. Poczułam się dziwnie, ale wyznałam, że mam trzydzieści pięć lat, więc spokojnie. Ojciec wydawał się zaskoczony moim wiekiem. Nie wiedząc, co powiedzieć, zapytał, czy wiem gdzie moje dziecko.

Poszłam szukać dziecka.

Siedziało pod stołem i wszystko bacznie obserwowało.


4 responses to “Spod stołu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: