Monthly Archives: Wrzesień 2011

Grupa docelowa jakiegoś fajnego produktu

Taki portret wspólny mój i nie tylko.

Dzieciństwo w blokowisku, w chowanego w piwnicy. Rodzicielstwo nie bliskości, lanie i kochanie.

(Mija kilka lat.)

Podstawówka, cycki, miesiączka.

(Mija kilka lat.)

Listy na papierze, płyty na adapterze, trzaskanie drzwiami. Wyrwać się stąd, wyrwać. Głupie miasto. Miłość. Bum. Bach.

(Mkj)

Warszawa da się lubić. Cuda wianki, pióra w dupie. Sklepy nocne, maria huana. Studia jakoś się w to upchło. Miłość. Trach i ciach. To nic. Obejdzie się. Zabawa na całego. Mamo, tato. U was w mieście śmierdzi, jedzie trupem na ulicy.

Nowe jorki, amsterdamy to jest życie, to jest to.

Noga w gipsie po pijaku.

(Mkj)

Stolyca bierze, co chce. Bilet cztery zeta, jogurt sześć, ale za to eko. Pod moim blokiem rosła eko pietruszka, baranie. Do pracy godzina w te a druga wewte. Dziecko marnowane w korku. Nie znam sąsiadów, nie ma kogo zapytać, jak leci. Ale widziały gały, co brały. Tylko nie przypuszczały, że to zdrapka pułapka. Pustak.

U nas dobrze wszystko. Mamy kredyty, które nas dyscyplinują i nie wyjedziemy do Peru, tylko nad morze, żeby jod był.

Mamo, tato, sory i pardon, u was nie jedzie trupem.  Żartowałam. Gówno wiedziałam.

Reklamy

Wesołe mnie nie rusza

Chciałabym pisać wesoło i ku pokrzepieniu serc. Także czekałam cierpliwie, aż mi się taki wpis skomponuje. Ale się nie skomponował. Wesołe mnie nie rusza. Niewesołe natomiast rusza mnie bardzo. Rezonuje we mnie. Leci jak dobrze ułożone domino. Niewiele mi trzeba, żebym nakapała do gara zasmażkę łez. Potem podała, posprzątała i schowała się w wannie. Nic mi nie jest.

Nic jest mi cały czas.

Takie zachowanie się w pop języku nazywa weź nie przesadzaj, w staropolskim nie rób z igły widły, a w psychiatrii to jeszcze nie wiem jak się nazywa, ale pewnie się dowiem. Także jak tylko woda wystygnie, wracam ładnie do życia, żeby jeszcze włożyć naczynia do zmywarki i poczytać na dobranoc, nie emanując, w miarę możliwości, toksyczną matką. Elmer wprawdzie czasem rozmazuje mi się niebezpiecznie w jedną kolorową plamę, ale to pewnie astygmatyzm.

A kiedy mi przyjdzie się pogodzić z tym stanem rzeczy, nie wiem.


W związku małżeńskim z użytkownikiem

„Albowiem taka już jest natura ludzka, że gdy podczas wspólnego myślenia, tzn. wymiany zdań A spostrzega, że myśli B różnią się od jego własnych myśli o tym samym przedmiocie, wówczas A nie rewiduje najpierw swoich własnych myśli, by znaleźć w nich błąd, lecz zaczyna doszukiwać się błędów w myśleniu przeciwnika.(…)

Toteż zazwyczaj każdy chce postawić na swoim, nawet jeżeli w tej chwili własne twierdzenie jemu samemu wydaje się niesłuszne lub wątpliwe. Potrzebnych do tego środków dostarcza każdemu w pewnym stopniu jego własna chytrość, złe skłonności, uczy tego codzienne doświadczenie.”

Artur Schopenhauer – Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów

Miliony technik. Uogólnienie. Wywoływanie złości. Maskowanie zamiarów. Naginanie pojęć. Bezczelność. Obrona paradoksów. Szykanowanie Zejście z tematu. Narzucanie wniosków. Wykorzystywanie słabego punktu. Dywersja. Autorytety. Ironia. Szufladkowanie. Słaby punkt. Atak słowami.  Ad rem.

Ad fucking personam!

Użycie broni biologicznej, chemicznej, atomowej. James Bond z Mata Hari przy kotlecie mielonym odgrzewanym.

Wykorzystywanie sposobów sprawdzonych przez pokolenia, wyssanych z mlekiem w proszku. Odruchy podprogowe, bezwarunkowe, zapewniające przetrwanie w parze.

Mam dość, macham białym prześcieradłem, nie podnoszę rękawicy, daję na tacę, oglądam stare zdjęcia. Na próżno jednak stawiam szklane kule w kącie miłości, wieszam lubczyki i kolczyki – wszystko stało się techniką. Nie rycz, ja znam te twoje numery.

A spostrzega, że myśli B różnią się od jego własnych myśli o tym samym przedmiocie.


Blog bless

Kuchnia mojej mamy.  Zupa specjalnie dla ciebie w słoik. Chciałabym wejść do słoika zamiast zupy.  Całowanie stopy rozmiar 25 w sklepie obuwniczym. Wytrawny kac. Zbijanie gorączki nurofenem na kolanach. Chłopiec w piaskownicy (po którym prawie nie widać, że jest autystyczny, tylko ona mówi, że się do niej nie przytula). To, co mógłbyś mi zrobić, gdybyś chciał. Fasola biała. Właściwie bez łyka. Niezbyt rokujące cv wydrukowane na laserowej. Biała mała tabletka na poniedziałek. Szuszum pralki już czwartą godzinę. Czarno białe zdjęcie chłopca na rowerze, który kiedyś będzie moim ojcem.  Godzina trzecia szesnaście w nocy.

Wszystko.

Może być tematem na wpis.

Somalijski holokaust. Informacja o promocji na bilet do Sao Paulo za jedyne tysiąc siedemset. Przepis na faszerowane papryki. Zarzygany kocyk w słoniki.  Śliska podłoga w poradni. Trzeci centyl. Piąty mililitr.  Tysiąc dwieście czternasty odcinek. Autobus do centrum odjeżdżający spod bloku co piętnaście minut.  No wszystko.


Złapać dystans – bezcenne

Jest kilka rzeczy, które mogą poprawić pikujący nastrój.

Niezawodne jest na przykład tak zwane złapanie dystansu, uchwycenie odpowiedniej perspektywy, a prościej mówiąc – nieszczęścia innych. To zawsze działa. Krótko, bo krótko, ale niezawodnie.

Jak to dobrze mieć dla kogoś współczucie, żal za kogoś, nie za siebie. Wachlarz wrażeń jest szeroki i dostępny. Czasem wystarczy, że czyjeś dziecko ma gorączkę, żeby poczuć, że opatrzność jest jednak sprawiedliwa. Czasem potrzeba czegoś z grubej rury: raka z przerzutami, niespodziewanej śmierci lub walczącego o życie dziecka. Od razu wraca na miejsce, co się poprzestawiało. Odechciewa się narzekania. Tym razem zostało się ocalonym. Tym razem to nie mnie siepnęło. Carpe diem szybko, bo nie znasz dnia ani godziny. Ciesz się życiem, inni mają jeszcze gorzej. Nie narzekaj, bo jeszcze żyjesz.

Z wdzięczności przytulasz, całujesz, ktoś stracił sens, ale mnie kamień z serca.

Zwierzęta tego nie mają. Nie wydaje mi się, żeby czuły ulgę, że inne dostało się w sidła. To takie ludzkie uczucia.

 


Sex sells

Oglądanie tego serialu ma w sobie coś grzesznego.

Coś perwersyjnego.

Te sprawy, te emocje w polskiej telewizji nie istnieją. Ba! One nawet w polskiej literaturze nie istnieją.

A w ludziach tak. W ludziach tego pełno.

Nowy Jork, Madison Avenue, lata 60te. Pięknie sfilmowane i szczegółowo udokumentowane życie pracowników agencji reklamowej. Mężczyźni pracują w ciekawej pracy, a kobiety w nieciekawym domu.

Są jeszcze sekretarki. Sekretarka, jak wiadomo, to taki trochę podwójny etat.

Kobiety są rolami, a mężczyźni są ludźmi. Kobiety są zdefiniowane, a mężczyźni poszukujący. Kobiety duszą się w gorsetach, w maskach z pięknych fryzur, w czerwonych szminkach. Gotują się wewnątrz, niczym ekskluzywne samowary.  Żonie nie wypada nosić seksownego kostiumu kąpielowego, ponieważ wygląda „desperacko”. Kochanka zawsze i tylko będzie kochanką, Matka matką.

W tym świecie, tak bardzo po męsku urządzonym, kobieta nie może być szczęśliwa. Ponieważ wszyscy bohaterowi tego świata zostali ulepieni z gliny, która już zaschła.

Oglądając, ma się wrażenie, jakby wszyscy – od scenarzysty do oświetleniowca – byli do końca skoncentrowani na psychologii bohaterów. Jakby mieli uzgodnioną jedną podstawową zasadę: PRAWDA NIE JEST JEDNOZNACZNA. Dusza człowieka jest tajemnicą. Bohater nigdy nie jest zły ani dobry.

W MM nigdy nic nie jest powiedziane wprost, ale relacje między bohaterami są napięte do ostateczności. Oni tylko jarają, piją i patrzą w okno. A ty, jak dziecko, wiercisz się krześle. Co będzie dalej? Co będzie? A tu przecież prawie nic się nie dzieje. Jacyś klienci, jakieś sprawy, spojrzenia, niedopowiedzenia.

Można lubić bohatera, która zdradza swoją żonę, swoją rodzinę, który kłamie w żywe oczy, bzyka się na prawo i lewo, a z dziećmi widuje się pięć minut dziennie. Można podążać za nim w ogień. Nie dlatego, że ma złą żonę, jakby to usprawiedliwił polski scenarzysta.Dlatego, że ty też chcesz, żeby wszystko ci było wolno. Chcesz mieć prawo do szukania miłości. Chcesz nie czuć wyrzutów. Rozumiesz go. Kurczę, naprawdę go rozumiesz.

Można kochać bohaterkę, która rodzi dziecko i oddaje je. Nie dlatego, że jest alkoholiczką, jakby napisał polski scenarzysta wzorując się na programie „Uwaga”, hak mu w smak!! Oddaje dziecko, bo nie kocha tego, który ją zapłodnił, bo chce innych rzeczy w życiu. Jej matka i jej siostra nie są dla niej wzorem. A ty masz w sobie tę cząstkę, która ją rozumie.

„Jednego dnia jesteś tam…

a potem, niespodziewanie…

jest ciebie mniej,

i zastanawiasz się, gdzie ta część zniknęła,

czy jeszcze gdzieś żyje poza tobą.

I ciągle myślisz..

może ją jeszcze odzyskasz.

A potem uświadamiasz sobie…

że przepadła.”

Do prawdy o bohaterach MM możesz się tylko przybliżać. Jeśli ktoś mówi, że kocha, jest w tym zawsze szczelina nienawiści. Jeśli czymś gardzi, to dlatego, że jednocześnie tego pożąda. Rzeczy, których pragniesz najmocniej, kosztują cię najwięcej. Czasem cię niszczą: twój mąż i żona, twoje dzieci, ale też twoja wolność, twoje kochanki. W MM wszyscy są uwikłani w sprzeczności między instynktem a normą. Między tym czego chcą a co mogą mieć. Między pragnieniem bycia dobrym człowiekiem a koniecznością łamania zasad, które ich uwierają.

A jak kogoś nie przekonałam, to są jeszcze:

– fantastyczne zdjęcia

– najlepsze aktorstwo

– obsypana nagrodami scenografia

-wspaniałą warstwa dokumentacyjna tego okresu, dotycząca: obyczajowości, początku reklamy na świecie, mody i wzornictwa


%d blogerów lubi to: