Film o miłości

Nie Dirty dancing i nie Titanic. Nawet już nie Kiedy Hary poznał Sally ani Lepiej być nie może. Jeszcze nie Casablanca i nie Fortepian. I nie Co się wydarzyło w Madison Coutry, bo żaden Clint Eastwood tędy nie przejeżdżał. Życie wewnętrzne z powodów oczywistych też, kurna, nie.

Żaden z filmów o miłości nich nie uwzględnia tego, że stoję pod łazienką i siku mi się chce, ale nie mogę wejść, bo bohater romantyczny mi zajął. Scenariusz nie uwzględnia uniesień miłosnych o siódmej rano. Ani tego że 4 letni owoc uniesień zaparł się, że nie wstanie i nie zje. I nie ubierze się. Nigdy.

Żaden z reżyserów nie chce przekazać, że o to niby właśnie o to chodzi w życiu?

Ani brazylijski tasiemiec ani węgierskie kino offowe nie odważy się nazwać tej sytuacji tym… no wiecie czym? Em jak Em? Nie?

Kto by chciał myśleć, że tak to wygląda. Że główny bohater sika, goli się, myje zęby. W lustrze za plecami widzi drzwi, którymi zaraz wyjdzie. Że drugi raz nakłada pastę na szczoteczkę. Nie wie czemu, ale nie chce – on nie chce przez te drzwi wyjść!

Że za tymi drzwiami główna bohaterka stoi z pełnym pęcherzem na zimnym panelu drewnopodobnym?  I że rozpoznaje coś jakby żal. Żal za drugą osobę. Że nie można zrobić więcej niż można. Że rozumie się tej osoby sytuację, jej uwikłanie. Że nie można pomóc czy się jest a czy się nia ma. Że taki to film no i co zrobić.


6 responses to “Film o miłości

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: