Co musiały (z)nosić dziewczynki?

O co chodzi z tym nie ubieraniem dziewczynek na różowo?

Różowy be. Barbie na stos. Spineczki w kropeczki, cekiny i kwiatuszki są passe. Jak one mogą tak do szkoły?! Te lolitki, te, a kysz, tfu, małe demony, od których nawet pan od etyki się poci. Biedny, nie zrobi nic, bo go zaraz pozwą. A czy one nie za wcześnie współżyją, nie za wcześnie żyją? Nie są za bardzo świadome? Że prezerwatywa to nie balon? A że szminka to nie kredka?

 Nie wiem. Nie wiem, nie jestem pewien. Ale ja byłam niegdyś dziewczynką i  ta dziewczynka to była totalna porażka. Nadaje się tylko na zapomnienie, na zakopanie i pochowanie.

Co musiały znosić dziewczynki?

Kompletną nieznajomość swojego ciała. Nikt nie zajmował się wyjaśnianiem nam, czemu jednym cycki rosną, a innym nie. I czemu, jak się rośnie szybko, to skóra pęka w jasne wąwozy rozstępów i co z tym zrobić. Ania z Zielonego Wzgórza miała tylko piegi, a Pipi nie miała taty. Żadna z nich nie miała PRL-u.

Fartuszki, spódnice w kratę i zielone koszule. Wlokłam się do szkoły, obudowana tym pancerzem jak 3PO z Gwiezdnych Wojen. Kanciasta, brzydka osoba. Różu ani żu żu.

Cera. Biała jak ściana z wykwitem młodzieńczego trądziku. Na korytarzu w podstawówce wisiało duże lustro w drucianej oprawie. Miałam takie ścieżki, żeby je ominąć. W łazience, myjąc dłonie, patrzyłam w dół – na mydło, na szare tenisówki i postrzępione krawędzie fartuszka.  Rosła mi gula z łez w gardle i szłam na ruski. Nikt mi wtedy nie powiedział o clerasilu, podkładzie, fluidzie, korektorze, błyszczyku, ani tuszu do rzęs. W końcu miałam tylko 13 lat. Należało mnie nauczyć jak zakładać maskę gazową, śpiewać po rosyjsku buswiegda budziet sońce, a po polsku ojcze nasz któryś jest.

Miesiączka. Coś pomiędzy szokiem, obrzydzeniem i wstydem. Zamknęłam się w łazience. Mama, w dobrej wierze, obdzwaniała całą rodzinę. Halo?! Międzymiastowa?! Ma okres!! Tak się cieszymy!! Zatkałam uszy watą.

Absolutny hit – czyli pan od nauki jazdy. Miałam 17 lat, więc zdążyłam się zorientować, że jestem dziewczyną. Pan od nauki też się zorientował. Taki z niego był żartowniś. Lubił sobie pogadać, o tym, co mu się śniło. Podpytać, co mi się śniło. Lubił też porównywać drążek od biegów do różnych ogonków i takich tak. No, mówię wam, jaki śmieszny. Stary obleśny zbok!!

Oczywiście on tylko gadał, a ja nie miałam pojęcia, że to też nie jest ok.  Do głowy mi nie przyszło, żeby to zgłosić do gazety lub choćby do świadomości własnej osobistej matki przy obiedzie.

Także – dziewczynkom bym dała różu, ile chcą. Nawet różowe tampony (nie, kochanie, od tego się nie traci dziewictwa). A tu masz różowy dyktafon i różowy paralizator – jakbyś miała powód, to użyj. A poza tym, królewno, tak – jesteś dziewczynką. Enjoy!


10 responses to “Co musiały (z)nosić dziewczynki?

  • Okruchy

    Podzielam niechętnie witane wspomnienia podobnych doświadczeń. Jedna tylko uwaga: nie zrobi tego tiwi, nie zrobi tego gazeta, nie zrobi tego społeczna świadomość, co może zrobić dobra relacja z matką, która sama kocha własną kobiecość.
    Naprawdę nikt i nic tego nie zastąpi. Żadna społeczna tuba nie zastąpi sensownego, obecnego rodzica, który nie lekceważy własnego dziecka. No naprawdę.

    • tylkospokojnie

      Społeczna tuba nie zastąpi, ale może pomóc, uświadomić matkę, która sama tego nie doświadczyła, bo babcia też nie wiedziała jak, bo prababcia ją wychowywała w wojnę itd. Chyba nie miłości brakowało nam, tylko wiedzy rodziców, że to w ogóle ma znaczenie…

  • Okruchy

    Zgadza się!
    Niektóre tuby jednak działają głównie w ramach dychotomii opresja-agresja. A o kobiecość warto się chyba zatroszczyć jak o małe, kruche dziecko, które jakoś przetrwało wojny, PRL itd., ale wyszło z tych dziejów okaleczone takie… Z babki na matkę, z matki na córkę. I woła o miłość, przychylność, troskę znaczy.
    Więc pisz, żeby nie szło takie biedne dalej na następne pokolenie:)

  • Wiewi00ra

    Współczuję traumy z okresu pokwitania. Ja mimo, że pod górkę, to aż tak koszmarnie tego czasu ni wspominam, tylko, że „mój czas” wypadł nieco później.

    Tylko tak sobie myślę, że pomiędzy pancerzem 3PO, a różową lolitką wypacykowaną jak własna matka i epatującą sexem jest sporo przestrzeni.

    A z Okruchami się zgadzam. Kobiecości uczy się od bliskich nam kobiet. Próba nauczenia się jej z mediów i reklam nie przyniesie nikomu dobrych rezultatów.

  • Anna Komorowska

    Zgadzam się z Okruchami. Moje problemy z własną cielesnością wynikają w dużej mierze z tego jak do swojego ciała i do siebie samej w ogóle odnosi się moja mama (z którą na wszystkich innych płaszczyznach mam świetny kontakt). I ona na wieść o mojej pierwszej miesiączce nie obdzwaniała po znajomych. Wręcz przeciwnie. Rzuciła tylko parę porad, uznając, że wiedzę na ten temat powinna przekazywać szkoła (!).
    Marzy mi się, że gdy będę mieć córkę urządzę jej przyjęcie z okazji wstąpienia do „grona kobiet”. Takie nasze, wewnętrzne. Pokażę jej, że zaczyna się coś wyjątkowego. Ogłosimy to tylko tym, których ona sama wybierze…

  • magda

    Ja jestem za tym żeby najzwyczajniej w świecie kobiety lubiły siebie same. Nie rywalizowały ze sobą. I przekazywały swoje prawdy z pokolenia na pokolenie. Mnie mama nie ubierała na różowo (dzieki Bogu), pozwalała łazić po drzewach, bawić się z chłopakami, ale również mówiła że współczuje mi ze mam okres bo to ciężka sprawa i ze jak trafi mi sie niechciana ciąża to mam przyjść do niej, a nie chodzić po katach, była pierwszą osoba która mnie spiła, wiedziała zę w mojej szkole są narkotyki, że wagaruje i ze zakochałam sie w panu od historii;P Takie powinny byc matki… Dostępne dla swoich córek i nastawione do świata tak, ze lepiej żeby och córki dowiadywały się o świecie od swoich aktem niż po katach od koleżanek.

  • Wiewi00ra

    Tylkospokojnie – Wnioskuję jedynie z opisu🙂 Fartuszek nosiłam w klasach I-III, uczyłam się angielskiego, nikt mi nie kazał po rosyjsku śpiewać – przepraszam za nadinterpretację🙂

  • receopadaja

    najpierw znoszą to dziewczynki, potem powstałe z tych dziewczynek kobiety, bo ciągną te swoje dziewczyńskie traumy w głowach i ciałach. nawet kiedy rosną i rośnie ich świadomość, że tak nie musi być, nie powinno. nieustannie zadziwia mnie to, że jednak zawsze to „znosimy”. teraz i potem. bo chcemy być postrzegane jako silne, bo może pochlipiemy sobie w poduszkę, ale do świata wyjdziemy „porządne”. i o ile cały świat nie musi znać naszych słabości, o tyle to, że wychodzimy takie do naszych matek, córek, sióstr, przyjaciółek, a one wychodzą tak do nas, jest cholernie smutne.

  • Zaradna mama

    Lubię to! Być, czytać. Kokardy, chińskie tenisówki za duże o 2 numery, bo takie rzucili właśnie „na sklep”. W szkole tez „bylam w ljesu i sabiralam griby i jagody”. Szlag mnie trafiał, gdy mój mlodszy zaledwie o 5 lat brat chodził na angielski. Nigdy nie mogłam zrozumiec, dlaczego musimy jeszcze raz stanąć w kolejce po cukier, skoro przed sekundą go kupilisśmy!!! Przynajmniej bedziemy miały o czym opowiadać dzieciom:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: