Rozumiem po norwesku

Za sprawą Wysokich Obcasów głośno huknęło na temat filmu Gunnar goes God.  Tylko spokojnie – nie jest aż tak super. Mocno stylizowany, żeby nie powiedzieć propagandowy, film o tym, że szczęście to nie grill. Prosty pomysł, który nie może się nie udać: czworo neurotycznych mieszkańców najbogatszego państwa Europy ląduje w najstarszym egipskim monasterze. Takie zderzenie pracuje samo.
Pokaz specjalny jest przeznaczony dla wariatów. Drewniane krzesełko nie jest wygodne.  Para przede mną nieustannie się obwąchuje, zasłaniając i Norwegię i Saharę. Kobieta, której nie mogę nazwać inaczej, niż – starą pretensjonalną babą, syczy pod nosem „że proszę mi nie zasłaniać”. Jak mam jej nie zasłaniać, jak ci się miziają przede mną?! Jak już wspomniałam, film jest o poszukiwaniu szczęścia. Jest taka teoria, że każdy przynosi do kina ze sobą pół filmu. No, to wyobraźcie sobie taki pokaz specjalny – banda frustratów – dokładnie adresatów tej przypowieści.
Historia Gunara kończy się tym, że on sobie obiecuje – mniej facebooka, a więcej łowienia ryb z dzieckiem i obserwowanie lodu pękającego na jeziorze.

Nie jest zwykłe to, że w tym filmie kryzys przeżywali mężczyźni! (Na czwórkę bohaterów jest trzech facetów i jedna kobieta. Wszyscy są rodzicami dwojga lub trojga dzieci.) Są puści. Są wkurwieni na odgrywanie ciągle tych samych ról. „Nie dokonałem wyboru, po prostu robię to, czego oczekują ode mnie inni:  że się zakocham, ożenię, że będę miał i wychowywał dzieci.” No i bingo. Oni naprawdę wychowują te swoje dzieci. W tym filmie ojcowie nie siedzą do późna w biurach, nie patrzą smutno na drapacze chmur, nie wznoszą oczu na narzekania swoich żon. Nie kopią smętnie kamyka, wracając do domu po dwudziestej pierwszej.
W ich życiu są dzieci. Naprawdę SĄ.
Noc. Mała blondaska siedzi na stole w piżamie, ojciec ziewa, smaruje kanapkę masłem, prawie usypia. Cięcie. Facet usiłuje pracować w domu przy komputerze, kiedy dzieciaki biegają po domu. Wyłącz ten telewizor! Cięcie. Facet usiłuje prowadzić samochód z trzema dziewczynkami na pokładzie. Co chcecie na obiad? Co ja mam zrobić na obiad?! Cięcie. Pięcioletnie bliźniaki biegają po sklepie z zabawkami, są nie do ogarnięcia. Facet siedzi na podłodze sklepu, oklapnięty, zmęczony. Cięcie. Gunnar biega po domu w fartuszku, w nosidełku dziecko, w ustach smoczek, bo nie ma wolnej ręki… Cięcie.
Gunnar gada z mnichem o śmierci. Mnich się śmierci nie boi. Gunnar zza kadru „kiedyś nie bałem się śmierci, nawet jej pragnąłem (później w dyskusji ktoś mu zdiagnozuje depresję), ale kiedy urodziło się moje dziecko… (kamera „z ręki”: słodki dwulatek łazi po ogrodzie) to pokochałem go tak, że…” Gunnar siedzi na betonowym łóżku gapi się w kamerę „nie mogę nigdzie odejść. Ale też nie mogę być wolny. Nie mogę nie bać się śmierci, nie teraz”.
No, kurwa.
Jest im to dane. Dane jest tym biednym bogatym dostąpić tego, co w innych krajach Eu zarezerwowane jest tylko dla kobiet.


6 responses to “Rozumiem po norwesku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: