Franca

„Czekać”, rzuca we mnie Szanowny Pan Doktor. Młody grzeje mi szyję swoim zmęczonym policzkiem. Opadam na krzesło w przychodni. Z każdą minutą tutaj, on jest bardziej chory, a ja mniej zdrowa. Ommm fuckin ommm. W sylwestrowy poranek, w afrykańskiej wiosce w Polsce, kilka matek z rozgorączkowanymi dzieciakami czeka cierpliwie w kolejce do szamana. Do nowego roku pozostało jeszcze osiem godzin. Nikt się nie denerwuje, bo i po co. Znamy to. Doskonale znamy ten scenariusz. Świąteczne wypieki gorączkowe. Dzwonią dzwonki sań, zagłuszając kaszel dzieci. Po dwudziestu minutach wrota nadziei otwierają się. Szanowny Pan Doktor ma takie ego, że aż mu się guziki na białym fartuchu napinają. Doktor podciąga dziecku koszulkę i  słucha. Zagląda do gardła. Koniec badania. On już wie. W milczeniu wypisuje recepty. Ośmielam się zapytać, na co. Cmoka z dezaprobatą. Antybiotyk i na coś na kaszel. Zapalenie gardła. W oskrzelach nic. Mam już lek na kaszel, szepczę przełamując lęk przed Gniewnym Spojrzeniem. Jaki? Taki. Syrop z cebuli! – krzyczy on – działa, ale w reklamach. Zerkam na zegar. Do nowego roku… O! Zegar jest sponsorowany przez lek z recepty Pana Doktora. On zresztą ubawił się swoim żartem o cebuli, że się aż rozpogodził. Wygłasza dowcipny monolog, o tym, że dziwne imiona teraz dzieciom dają, zamiast tych zwykłych i pięknych, jak na przykład jego imię osobiste – Andrzej.

Och, Andrzeju, myślę sobie…

Do nowego roku pozostało jeszcze tylko pięć godzin.

Pukam do prywatnego gabinetu w afrykańskiej wiosce. Szanowna Pani Doktor bada młodego. „Nie zdejmuj koszulki, tylko podciągnij”. Młody dzielnie zadziera podkoszulek. Elegancka Pani Doktor kieruje na jego twarz lampkę znad biurka (!!). „Otwórz buzię”. Koniec badania. Do nowego roku pozostało ile? Już się pogubiłam. Ona ze współczuciem wygłasza elokwentną diagnozę: „capnął francę jak nic”.

Że co proszę?! Zapalenie oskrzeli. A gardło? Gardło czyste. Gapię się na nią jak na kosmitkę. Może pójdę do warzywniaka po kolejną opinię? Chcę coś powiedzieć, ale Elegancka podnosi słuchawkę i upewnia się, że do fryzjera ma jeszcze pół godzinki.  Płacę. Biorę mój piecyk na ręce i niosę do domu. Do nowego roku zostało jeszcze cztery i pół godziny. Do końca choroby jakiś tydzień. Do końca dzieciństwa jakieś piętnaście lat, także to chyba za bardzo nie ma znaczenie, którego dziś mamy.

Z nosami przyklejonymi do szyby patrzymy na siedem fajerwerków rozświetlających nasze bardzo prowincjonalne miasto ze służbą zdrowia, co jest raczej służbą absurdu. Służbą na pewno nie moją.

Gorączka spadła, więc jak możecie sobie wyobrazić, mimo wszystko, jestem zadowolona. Żadne tam pióra w dupie mi teraz nie w głowie. Maryla z playbacku i disco polo. Bawi się cały polsat. Śmiać mi się chce. Wyciągam się na łóżku i czytam nowość wydawniczą sprzed pięciu lat. Umówmy się, że czas jest jednak umowny.


16 responses to “Franca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: