Spacer bez pieska

Zimowy spacer. Spacer z pieskiem bez pieska. Śnieg skrzypi pod nogami. Krok, krok, zagłusza krzyk, krzyk.
Czasem wystarczy pomyśleć „nie wytrzymam, zaraz wyjdę”. Czasem nie wystarczy.
W zależności od temperatury wrzenia lawy, wychodzi się na chłodno lub na gorąco. Na Skandynawa – but zawiązywany z kamienną twarzą, kurtka, czapka, klucz… Na Hiszpana – bez szalika, ale za to z trzaskaniem drzwiami. Ja raczej na Skandynawa. Sąsiedzi nie lubią trzaskania.

Spacer bez pieska. Odbywa się po nic. Odbywa się bez celu. W kółeczko dookoła bloku, na ile starczy sznureczka.
Pierwsze kółeczko – na tzw. kombajn. Czyli – nic mnie nie ruszy, niech się goni, w dupie to mam, zabiję, wyjadę, zniknę. Lawa kapie na śnieg, psss, psss, syczy. Nogi same bez zachęty.
Drugie kółeczko – na bidulę. Oj zimno, zimno, nóżki mi marzną, kopnę śniegu kulkę. Od bloku do bloku, od drzewa do drzewa, może tu skręcę, e, może tam. Jak mnie kto zabije, będą mieli. Błąka się to to po trawnikach, potyka się o sznuróweczki. Ale lezie. Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy.
Trzecie kółeczko – na wyhamowanie. Czwarte – to już na zmarznięte nereczki. Do domu do domu. Śnieżek dalej skrzypi pod nogami, choć to nie szamoni ani wal de zi. Choć to nie szaleństwo na stoku, tylko samo szaleństwo. Do domu.
Kiedy klateczka wyrośnie przed nosem, to jednak nie do domu. Jednak piąte kółeczko, za przeproszeniem, sobie pierdolniesz. Piąte kółeczko bez pieska jest kluczowe. Zimno i wieje, ale wózeczek i saneczki zahartowały ciało i duszę (nie chcę ale muszę). Zdajesz sobie sprawę, że to, co właśnie robisz, to kołysanie sobie robisz. Sobie samej mamę robisz, jak dziecku. Krok, krok. Robisz sobie spacerkiem bez pieska przerwę, wyrwę w świecie na kołysanie. Już dobrze, krok krok.
Przypomina mi się scena, film, nieważne. Kluczowa sprawa w piątym kółeczku to jest przyswojenie jednej myśli. Że to nie jest moja wina. Nie moja, że słabo. To nie jest moja wina. Oj, taki ze mnie terapeuta z produkcji filmowych, scenariuszy oskarowych.
Światło w oknach, śnieg pod stopami. Ukryte psie gówienka. To nie jest moja wina. Ciii. Krok, krok, kap, kap.
Kiedy wracam bez pieska, jest lepiej. Choć z twarzy wyglądam gorzej. Spokojnie już, na Tybetańczyka, przyjmuję wilgotne cmoknięcia. Gdzie byłaś. Nie odbierałaś. Nie mogłaś?

Być może piesek jest konieczny w sytuacji posiadania rodziny.


8 responses to “Spacer bez pieska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: