Syn na świat

„Siedzisz?” pyta głos mojego brata z telefonu.
O o! Siadam.
„Będziemy mieli…”
O nie! Zrywam się na nogi. Mentalnie się zrywam, bo nogi mam niezrywne. Bo mam zawał serca. Ciąża. Dziecko. Poród szpital krzyk. Dziecko. Noc jak dzień, dzień jak noc. Ciemno. Zimno. Płacz. Jawa jak sen. Dziecko!
„Będziemy mieli psa”.
Psa…
Psa acha.
Cudownie normalnie fantastycznie.
Gratuluję. Tak się cieszę.
(brat ocalony!)

Wieczorem przychodzi sms od Mayi. Długi i cały po niemiecku. Nie znam niemieckiego. Tłumaczę słowo po słowie. Surowy położna rodzić chcieć nie. Rezygnować do domu iść. Walentynki noc syn na świat. Dziesięć palce malutkie. Nos zadarty mały. Radość rodzice.
Maya ma syna. Pomarszczony ssak wylądował bezpiecznie. Cieszy się moja gęsia skóra i mrugające oczy, palce się cieszą i mylą klawisze. Dziecko. Skóra i zapach. Oczy takie takie. Piąstki owinięte wokół palca. Ma dziecko.

Wszystko zależy. Ale lepiej pojawiać się tam, gdzie już na ciebie czekają. To ułatwia sprawę.


3 responses to “Syn na świat

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: