Kredkami

Chce mi się pić. Przez to wczorajsze spotkania z Fk –  dwa kluby, dwa bary, dwie łazienki pełne rozchichotanych dziewczyn i ich, roztartych pędzelkiem, cieni na powiekach, ich ust w dziubek ściągniętych, błyszczykiem pociągniętych.

Na śniadanie trzy herbaty. Młodemu umywam umleczoną brodę, czeszę włosy, które cierpliwie wstają. Przyklepie się jakoś czapką. Wychodzę. Dom zostawiam w domu, otwieram mu tylko okna, żeby sobie pooddychał. Autobusy i tramwaje.  Trzydzieści minut i jesteśmy w kawiarni. Dla ludzi z dziećmi – niech właścicielom w klientach wynagrodzone będzie! Młody pada w zabawki. Ja padam na krzesło. Zamieszanie. Tyle tatów, mamów, strażów pożarnych, rajtuzek, słomek, warzyw z plastiku i bujanych koników. Za przecinki służą mokre chusteczki, niekapki kubki, latte kawki. Jeden tata jak marzenie, a kelnerka ma dredy w kolorze nieba. Trochę gadamy z D, która przyszła z synkiem. Trochę się gapimy, trochę wycieramy dzieciom nosy. Wytatuowany położył się córką na ziemi, składa kolejkę. Wszyscy rozmawiają, wstają, siadają, konsumują. Perpetuum mobile ludzkich czynności. I sok ze słomką. A w kiblu muchomorki i słoniki.

Gdybym miała narysować niedzielę kredkami, to właśnie tak by to wyglądało.

Więc nie zamykajcie mnie w domu. Jam jest społeczne zwierzę, zwierzę ludzkie. Uszy mam do słuchania, a usta do mówienia. Mózg mam do nie tylko planowania obiadów, a serce nie tylko do laurek. Lubię czuć, że się kręci, że się płynie. Mówiąc już tak górnolotnie, nie za głośno – że się żyje. Jak mnie w domu zamykacie to mi normalnie ustają wszelkie czynności, tętna nie wyczuwam. Nie wyczuwam nic, jak słyszę:
Gdzie chcesz wychodzić? Takie zimno, takie błoto, takie zarazki, krawężniki. Gdzie będziesz szła? Lepiej w domu siedź. Siedź, to zaoszczędzisz. Nagotujesz. Pranie zręczne i niezręczne cię czeka…

O nie. Ja tu zostaję. Nogami się zapieram. Pizzą się żywię. Serem się brudzę. Jestem zadowolona, bezrefleksyjnie utulona.

A wszystko przez Fk.
Że mnie tak wczoraj po tych barach przeciągnęła.


13 responses to “Kredkami

  • joa

    To ja tutaj akurat vs 🙂 Bo ja domu uczepiłam się jak koralowiec skały / jakby co,to jest to moja autorska metafora ,bo już jej używałam w niektórych komentarzach🙂 / .Cierpię,gdy muszę działać poza😮

  • the light princess

    to ja jestem pomiędzy, (mimo że ostatnio pisałam u siebie o zakokonieniu) wami gdzieś.
    Lubie pozadom ale wtedy potrzebuję kogoś, z kim, nieważne gdzie jestem, czuję się jak w domu. Wtedy scenografia jest nieistotna.
    Niestety niedzielnego klubu pokredkowanego brak mi w mieścinie. Chciałam otwierać, to kłoda pod nogami wyrosła…

  • tylkospokojnie

    A można Ci jakoś pomóc z tym klubem? Daj znak, co się stało.

    • the light princess

      najmłodsza się stała🙂 a w międzyczasie powstał jeden klubik taki ale wytrzymał tylko przepisowy dotacjowy rok. czyli po prostu w mej mieścinie biznes taki nie ma racji bytu. (bo generalnie klubik był dość dobrze dopracowanym pomysłem, choć innym niz moja wizja tegoz)
      acz mam gdzies w obłoku myśli pomysł żeby to ugryźć z innej strony.
      bardzo dziękuję za checi :))))

  • Mamuśka-Martuśka

    Jezuuuuuuuu bosko! Kocham, kocham, kocham ludzi. Sąsiadkę co zagada o pierdole, panią w sklepie z pietruszką, kelnerkę co kawkę pyszną poda…
    Domu nienawidzę. Z nadmiaru. Kiedyś kochałam. Z braku.

  • greta

    Ja nie lubię ludzi, więc dlatego lubię dom. W domu mam laptop, który pozwala mi na dozowanie ludzi ile i jak chcę. A już pogaduszki z mamami w klubie dzieciowym (poniedziałki w mojej szer.geograficznej) przyprawiają mnie o bezdech, taka ze mnie socjopatka. Za to lubię park, tak bym właśnie mazakami narysowała swoją ulubioną niedzięlę. Na wszelki wypadek zmywalnymi.

  • domnie

    🙂 cmoki zza biurka :*

  • brummig

    Kiedyś uwielbiałam dom i siedziałam w nim do upadłego i byłam przeszczęśliwa. Teraz uwielbiam wychodzić i wychodzimy (z Krisem) czasem do upadłego i znowu jestem przeszczęśliwa. Tak się dziwnie to życie plecie.
    Świetny wpis!

  • agatary

    czasem lubię czasem nie
    w domu to zawsze coś muszę
    czasem lubię musieć
    w klubiku nie muszę🙂

  • katarynka

    o jak zazdroszczę ….u mnie chyba jeszcze 2 lata miną zanim zdążę posprzątać ,uporządkować ,wyprać ,poukładać,nauczyć się prowadzić auto…i wtedy…wyjdę gdzieś w niedzielę…oj;(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: