Wieczór

Proszę cię, nie krusz. Przecież nie kruszę. Okruszki upadają z ust na brodę, z brody na czystą piżamę, na bose stopy, na wytartą szuraniem krzeseł podłogę pod stołem. Normalnie okruszkowy desant. Cała ceremonia wieczoru, to mycie, to ubieranie, przecieranie na mokro, na sucho i na krucho zaraz się zacznie od nowa. Masz dżem na brodzie na uszach. No przecież, że nie mam. Mówi. Wsadza rękaw w masło. Dla niepoznaki wyciera w spodnie. Przymykam oczy. Ja się nie denerwuję. W łapy nakremowane znowu wezmę ścierkę mokrą i suchą. Mam nadzieję, że mi nie zgniją. Raz. Dwa. Dziesięć.Otwieram oczy. Siedzi na stole. Nogą wyciera plamę na krześle. Chyba usiadłem na kanapce. Mamo, a o czym myślisz?

Myślę o niekończących się okruchach.

Acha.

I myślę o niekończących się herbatach.

Kiwa się jak zahipnotyzowany, zrzucając resztę okruchów.

A o niekończących się glutach?

Też.

Fajnie masz.

Fajnie.


9 responses to “Wieczór

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: