Targowy

Tak szybko, bo szybko, wiadomo, skoczyłam po zakupy. A tam draka. Dzień targowy.

Słońce nas rozpieściło, kochana pani, w weekend, ale teraz to, że się tak wyrażę – piździ. Co dla pani? Pora? Cebuli łagodnej? Już ładuje, rękami jak dwie łopaty, jak ziemniaki duże ale kruche. Fajne ręce, jakby same z ziemi wyrosły. Samochody z bezwstydnie podniesionymi plandekami, beczki,  skrzynki, odważniki. Stoiska specjalizacji szerokiej i wąskiej. Wąskiej, że na przykład tylko jaja, ale za to w sześciu rozmiarach.

Koszule nocne piękne kolorowe za dziesięć złotych powiewają trochę bez sensu nad beczkami ogórków prostych i krzywych.  Ja się już, pani kochana, w życiu narobiłam, młoda niech ładuje, mówi kobieta  cała ze zmarszczek. Pieniądze trzyma w woreczku foliowym, banknoty ładnie złożone i nie zamoczone. Córka o skórze alabastrowej, czternastoletnia księżniczka wprawnymi ruchami łowi ogórki małe, chrupkie, bez konserwantów.

Mały facet łapie mnie za ramię. Pani pytała o kurczaki? Kręcę głową, że nie ja.

Zawsze mam problem z tym, ile co powinno ważyć, więc posługuję się staropolskimi systemem miarowym: pół tej torebki, garść. Albo liczebnikami.

Gapię się na jabłka, co się nazywają  jak dzieci ekscentrycznego celebryty: Cortland, Ligol, Kosztel, Lobo, Idared (to chyba dziewczynka) i Jonagold .

Zaraz mi ręce odpadną, ale brnę dalej w stronę pasieki wędrownej, czyli starszego gościa, co ma słoiki i brodę jak zi zi top. Taki blond miód mi się podoba . Akacjowy. Niech będzie.

Twaróg mam piękny – mówi sąsiad zizitopa. Jest z wąskiej specjalizacji twarogowej, ma stolik i wagę. I twaróg. Piękny. Biorę.

To pani mnie pytała o kurczaki? – znowu zagaduje mały facet.

„Dobre dla dziecka „– to jest świetny tekst. Jak dobre, to biorę. Daktyli, orzechów, pomarańczy. Imbir w kształcie człowieczka bez głowy.

O Jesu! Jakie ciasto drożdżowe. To pół ciasta. I ćwiartkę chleba jak stół. Chce mi się leżeć na sianie z jakimś pastuszkiem i wcinać ciasto.

Jeszcze rzodkiewka i idę, bo mi krew już w kończynach górnych nie płynie. Przymykam oczy na kapustę kiszoną w czterech odmianach, a może stopniach skwaszenia. Widzę bramę. Pod bramą biorę jeszcze w zęby pięć tulipanów.

Czy to pani pytała…? – wyskakuje zdenerwowany facio – A nie, to nie pani.

Myślę, czy by jednak nie pójść w biznes na poważnie i otworzyć warzywniak…


9 responses to “Targowy

  • the light princess

    warzywniak powiadasz? mój mąż robi w warzywach.
    czy Ty wiesz jak taka kapusta kiszona śmierdzi ciężarnej? w sezonie swiatecznym?😛

  • katarynka

    jak ty to ładnie potrafisz ująć …,uwielbiam bazarki ,mają klimat i towary nieporównywalne z auchan:)

  • Bebe

    Kosztele mieli??? Nie wierzę! Tych już nikt nie sprzedaje! Jabłkowy rarytas! p.s. lubię jak ci się składa słowotwórczo tak ładnie. bardzo.

  • Maggi

    Uwielbiam taaakie klimaty…. I jak zwykle swietnie to opisalas – czysta poezja warzywniakowa🙂 troche ala Tuwim-ka😉

  • Mamuśka-Martuśka

    Ja nasz „rynek” kocham! Zakupuję tam regularnie, zachwycając się świeżością, jędrnością, naturalnością niezmąconą. I wiem doskonale jak to się chce jeszcze tego i tego i tamtego, bo wszystko takie nienaszprycowane…
    A potem ręce przy ziemi i wpół człowiek zgięty ledwo do auta doczłapuje.
    Koszyk na kółkach – oto wyższość marketów.
    Ostatnio wzięłam się na sposób i do bagażnika rundkę robię w trakcie, co by barki od ciężarów oswobodzić.
    A wtedy kupuje się jeszcze więcej…;-P
    I znów Takaś mi bliska…

  • dima

    nie wiem, gdzie chodzisz na targ. na moim nie ma jabłek, twarogu i miodu. na moim są jabłuszka, twarożek i miodek. są ogóreczki, pomidorki, kiszona kapustka, cebulka i pieczone kurczaczki. są torebeczki, reklamóweczki, a za wszystko się płaci pieniążkami.

    idę przez targ i słyszę tę warszawiaków nowo-kinder-mowę. i tylko to słyszę i krew mnie zalewa. nie dostrzegam tego, co ty widzisz. a takie ładne to przecież🙂

  • Maggi

    Dima, a dlaczego Ci to przeszkadza…? Nie pojmuje… Bardzo lubie pieczone kurczaczki :)) i cebulke i ogoreczki😉 Mniamki, mniam!
    Mieszkam w kraju angielskojezycznym, wiec nie da sie tu uzywac takich zdrobnien… a nas jezyk polski to wszystko moze i to jest fajne.
    Mozemy tez kupowac kapuche, ogory, twarozysko i placic pieniadzorami, haha!😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: