Monthly Archives: Czerwiec 2012

F jak tylkospokojnie

Rozwalił mnie wczorajszy wpis Frustratki.
Dlaczego?

Dzień wcześniej siedziałam na leżaku na działce i, ignorując jedzące ziemię dziecko, zachłannie nadrabiałam zaległości w prasie opiniotwórczej. Im więcej czytałam, tym bardziej się kurczyłam. Jak doszłam do wywiadu z Masłowską, o przewrotnym tytule, to już byłam zapłakaną Calineczką.

Pomyślałam, że warto napisać na blogu o frustracji związanej z niepisaniem. O unikaniu pisania, o pożądaniu pisania, o dobrych radach, o… kurcze! Frustratka już to napisała. Kolejny raz. Gapię się na jej bloga i już nie mogę nie mogę udawać, że ta dziewczyna mówi głosem, który się niesie i… no tak. Każdy musi znaleźć swój głos.

Zawsze mówiłam, że blog TS powstał z inspiracji blogiem Frustratki. Ale jak cienka jest granica między inspiracją a kopią? Frustratka jest tylko jedna, tak mi się wydaje.

Jako wierna czytelniczka FjakF oraz jako TS czuję, że coś się kończy. Coś o czym F napisała. Demitologizowanie macierzyństwa jest potrzebne, ale wydaje mi się że już zaśpiewałam swoje chórki i mam ochotę zaśpiewać coś innego. Niedawno rozmawiałam z panią redaktor z polskiego radia, która poszukiwała bohaterek do audycji „odczarowującej macierzyństwo”. Starałam się jak mogłam przekonać ją, że jestem matką cierpiącą, ale ona na to, że coś chyba już nie bardzo…

Coś innego zaprząta teraz moje myśli. Coś słyszę w głowie, ale tak cicho i słabo, że muszę się na chwilę zamknąć, żeby dosłyszeć, co to jest. Muszę na chwilę zasnąć i posłuchać.

Czy zacznę pisać o tym, jaką mam dziwną pracę? A może o tym, jak odchodzę z dziwnej pracy? Może o fryzjerkach i dentystach? Może o plamach na słońcu i upale na ulicy… Może o peo. Może o gie em o. Albo o pi em es.

Co? Ciiii… Co?

Nic nie mogę obiecać, muszę się tylko skulić. I milczeć. I czekać.

Zaczekacie na mnie?

Reklamy

Znowu święto

Czy mógłbyś podać mi proszę nóż? Jeśli możesz. Naturalnie, że oczywiście. Jeśli tak ci na tym zależy. Cokolwiek zadecydujesz. Ważne żebyś była zadowolona.

Kiedyś mówiłeś. Co za gówniany pomysł! Kretyńskie zupełnie. I śmiałeś się jak głupi. Wolałam.

W tym uroczystym dniu życzą nam kolejnych lat w szczęściu. W dniu uroczystym dzwonią do mnie jakieś ciocie wujki. Ładnie im podziękowałam. Dodałam, że ja sobie tego nie życzę. Tak się składa. To nie skarbonka. Na co mi te lata. Na co mi te mantry styczeń luty marzec kwiecień maj.
Mamo, błagam cię w tym dniu uroczystym, to zdjęcie ślubne z półeczki ku*wa! Proszę cię na kolanach, schowaj to. Dlaczego tak mówię? Dlaczego ja tak mówię? Zgaduj zgadula. Czy to jest jakiś sukces przeżyć ze sobą sto lat sto lat.
Żaden problem dla mnie. Żaden! Za sto lat mieć pierścień. I dwa piloty do telewizora.

Mamusiu, jak trudno to powiedzieć. Bo mi na to wychodzi, że on właściwie to się ze mną chyba unieszczęśliwił. Nie płacz. On nie mówi. Ja nie mówię. Dajemy radę. W oczach chłopak gaśnie.

Pociechy z męża. Z męża na baterie. Chodzi gdzieś, coś robi, coś zarabia. Czy możesz mi podać nóż, kochanie, zaraz się pochlastam.

A czy ja mówię o rozwodzie? Nie. Ja mówię że jest słabo. Nie rób mi pijar i nie rób mi fan page. Nic nie mogę zrobić. Nic. Nic zobaczyć jasno nie mogę, dopóki się uzna się stanu rzeczy marnego za marny. Ale nikt tego nie chce zrobić. Nikt nie pyta w tym dniu uroczystym, czy nie myślicie żeby dać sobie spokój? Nikt nie życzy nam terapii, odwyku ani detoksu. Nie. Jest świetnie.

A on? Pierwszy. Z kwiatami leci, z prezentami mi składa, mi życzy. Uprzejmie ubierając słowa w słowa. Z okazji. Drżą mu ręce. Kładzie się wcześniej. Ma sny złe.

A kiedyś machał mi ręką z tramwaju.
Że tęskni już na następnym przystanku. I tego się trzymajmy.


%d blogerów lubi to: