Zupełnie inna historia

Kiedy mój czternastoletni przyszły ojciec parzy sobie palce ostatnim machem papierosa bez filtra, jest już po dwudziestej trzeciej. Światła w internacie są pogaszone. Część chłopaków na sali już śpi.
– Wiesiek? – syczy mój ojciec w stronę górnej pryczy – Ej? Wiesiek?
– Czego? – Wiesiek Mucha wychyla się. Nie śpi.
– Weź, zgaś mi to.
Mój przyszły kochany tato podaje Wieśkowi niedopałek. Wiesiek znika. „Tato” opada na niezbyt puszystą poduszkę,  ruda głowa kumpla pojawia się znowu.
– Nie ma już miejsca, ledwo upchłem.
W rurze od łóżka piętrowego, która służy za nocną popielniczkę skończyła się pojemność.
– Staszek?
– Śpię.
– Za dwa dni jest wiosna. Pierwszy dzień.
– No i? – sennie mruczy mój przyszły tata, teraz ledwie czternastoletni chudy blondynek – Że rzucamy palenie?
– Sam się rzuć na łeb – rechocze Wiesiek – Szkołę wypadałoby wyprowadzić na labę.
Mój tata milczy chwilę.
– A damy radę?
– To kwestia organizacji – Wiesiek pogardliwie spluwa w ciemność i zaraz potem śpi.

Organizacja przeszła sprawnie. Na wycieczkę, zamiast na lekcje, udał się cały internat, nie licząc kilku łamistrajków. Wszystko byłoby dobrze. Gdyby Jarek Ćmiel nie nasikał na stacji kolejowej na peronie. Ktoś zadzwonił, że chamstwo, że co to za młodzież. Dorośli mają w głowach wojnę z młodymi.

Staszek i Wiesiek do dyrektora!
Niefart. Akurat chłopaki załatwili sobie u chudego kucharza podwójną porcję kotleta. Jeden kotlet ukryty był pod ziemniakami, (które dziś nazywamy pure, ale wtedy były po prostu ziemniakami), a drugi normalnie na wierzchu. A załatwiali sobie u chudego na różne sposoby. Wczoraj akurat mieli zrobić coś śmiesznego. I to śmieszne to był tańczony twist. A tu z kotletów teraz nici. a jeść się chce po takim spacerku całą szkołą. Tylko doszli na stołówkę. Staszek i Wiesiek!! Do dyrektora!! Chyba się jasno wyrażam!!

– Podejdźcie. Chuchnijcie.

– Nogi wam z dupy powyrywam!!

Była afera. Babcia wzięła wolne z huty i przyjechała. Wściekła się, ale dziadkowi nie pisnęła nic, bo by jeszcze co zrobił dziecku. Jakoś z czasem przycichło.

Wiosna była piękna. Za oknami pracowni plastycznej grzało słońce.
– Sorze, ja muszę wyjść – zajęczał mój tato.
Sor milczał. Mój t. podszedł do katedry i wytarł brudne od gliny ręce w fartuch.
– Muszę – powtórzył.
– Jak musisz, to idź.  – padła odpowiedź.
Stanisław J, późniejszy szanowany nauczyciel dzieci i młodzieży, przestąpił z nogi na nogę niecierpliwie. Sor westchnął, zerknął na klasę, a wtedy wszyscy, jak jeden mąż, zatopili oczy w pracach plastycznych. Sor sięgnął do kieszeni i podał ojcu jednego papierosa. Mój tato bez mrugnięcia okiem schował go do kieszeni i wyszedł z klasy.

Uliczki Jarosławia nagrzały się jak w jakiejś Grecji, niespodziewanie dla wszystkich, już w maju. Nawet drzwi do szewca były otwarte na oścież. Wyszła przez nie dziewczyna. Było jej za gorąco w płaszczu w kratę. Wystawiła na chwilę twarz do słońca. Wiesław Mucha obejrzał się za nią. Zaciągnął się papierosem.

– Słuchaj, skoro w zasadzie jest już lato… – obaj siedzieli na krawężniku przed szkołą. – To tak sobie myślę, czy byśmy może nie popłynęli na spływ?
– Na spływ?
– No. Kajakami.
Staszek przyglądał się swoim butom. Że im się podeszwa odkleja.
– A gdzie?
– A do Warszawy na przykład.
Staszek nie był jeszcze w Warszawie.
– Ale nie mamy kajaków.
Wiesław uczył się strzelać niedopałkiem do gołębi.
– No, nie mamy.  To chyba będziemy musieli jakoś… pożyczyć.

San płynął do Wisły. Słońce grzało. Gołąb przestraszony poleciał do góry. Dziewczyna zdjęła płaszcz, bo naprawdę zrobiło się upalnie.


10 responses to “Zupełnie inna historia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: