Nie jestem śpiąca

Handynia to taka kraina, w której co czwartek jest tsunami. Stary Kapeć natomiast to państwo bezpieczne i dość zamożne, wbrew temu, co sugeruje nazwa. Wszystko dlatego, że mają  tam zwierzęta, które dają popcorn.
W Brazylii mam stu czterdziestu pięcioletnich synów. Jak się czułam, kiedy ich rodziłam? Czy musiałam ich potem wozić ciężarówką? Kiedy ich odwiedzimy? Mieszkają w Rio. Ale nie de Janeiro, tylko tym drugim.
Czy smutek można wyrzucić do kosza?  Czy koza może wysłać maila? Ile centymetrów ma mój mózg? Czy wiem jak się zachować na przejściu dla PIERWSZYCH? Kto jest ważniejszy: Bóg czy Święty Mikołaj? Czy dusze chodzą w spodniach? Co to znaczy „bezlitosny”? Dlaczego w kanałach nie płynie mleko? Czy życzenia się spełniają…?
Czy ty nie jesteś śpiący,  pytam. Kręci głową, ziewając.

Na bloki spada noc. Zapalają się tysiące żółtych żyrandoli. Pokoje z telewizorem mrugają na niebiesko. Strupy na kolanach szczypią mnie pod rajtuzami, kiedy kucam. Biegłam i się potknęłam, choć mówili, żeby nie biegać, bo się potknę. Puszka po paście do butów, nabita ziemią, musi upaść z odpowiednim dźwiękiem na asfalt. To jest dźwięk prawdziwego skarbu. Ledwo widać białe linie narysowanej gry w klasy. Z piwnic wyłażą koty. Nie chcemy jeszcze do domu spod bloku. Mój blok jest moją mapą. Wiem, w których oknach kto i mniej więcej co, choć tego mnie nie uczyli. Na balkonach powiewają halki i rajtki. Nie mamy żadnej refleksji. W ogóle nas za bardzo nie obchodzi to, co oczywiste. Najważniejsze, że jest ciemno i oni chyba o nas zapomnieli. Super. Zanim nas zawołają. Zakrzykną w mrok, że „do doooomu”, będziemy się tu wgapiać w białe linie. Potem pójdziemy do klatki wolno, stopkami. Na klatce pachnie mokrym kurzem. Żadnym dzieciom już nie wolno być pod blokiem.

Kiedy siadam do kanapek z pomidorem i solą, to w herbacie z cytryną moczę sobie warkocze. I nie jestem nawet zapowiedzą tego, co teraz. Radio dzieciom. Gwizd czajnika. Nic specjalnego naprawdę. Jesteś śpiąca – mama trochę pyta, trochę stwierdza. Nie, opowiadam ziewając. Śpiąca – jakie ładne słowo.

A Wy? Co pamiętacie? Byliście śpiący czasem? Jacy byliście?


6 responses to “Nie jestem śpiąca

  • Irmina

    Nigdy nie byłam śpiąca i nie było mi nigdy zimno.
    Dziś jest zupełnie na odwrót…

    Znam przejście dla PIERWSZYCH z kontekstu pytania zadanego:
    – A gdzie jest przejscie dla DRUGICH?😉

  • gaga

    …szczęśliwie nieświadoma „poświęceń” i „wyborów”.
    Byłam pewna, że jeśli coś nie jest białe, to musi być czarne, a najważniejsze w życiu było to, która z nas najdalej zrzuci klapka na huśtawce od dechy do dechy w rytmie Papa Dance🙂

  • kasienka

    Lubilam spac. Otulona kolderka w koncu czulam ze mnie ktos przytula. Cos. Wlasciwie. Nikt juz na mnie nie krzyczal. Czasem mama przyszla jeszcze za cos przeprosic. Ale nigdy sie nie zmieniala. Pod blokiem tez nie bylo bezpiecznie. Bo inne dzieci jakies takie odwazne, pewne siebie, krzyczaly duzo, biegaly. Mama mowila ze rozpuszczone. Teraz wiem, ze po prostu szczesliwe. Teraz czasem udaje mi sie je zrozumiec.

  • red_adelka

    Mogłabym tu przekleić co pamiętam bo kiedyś sobie to zapisałam. Ale teraz wydaje mi się to zbyt osobiste i smutne, a ja chcę się śmiać. Ale pamiętam ciepłe wieczory, świerszcze, szczekanie psów, leniwe klekotanie końskich kopyt na asfalcie, rozmazujące się w mroku kontury drzew i zapalające się w ciemności żółte światełka okolicznych domów. Bo to było na wsi.

  • IKaGie

    taaak, dźwięk tzw”szkiełka” w grze w klasę był kluczowy…taki przytłumiony, żeby dobrze można było kopnąć,żeby nie leciało za szybko….wspaniałe:-) dziś przy śniadaniu opowiadałam mężowi reguły różnych gier w klasy…normalnie, jakbyśmy mogli, poszlibyśmy zagrać:)

    ja pamiętam, że lubiłam jak w sobotę padał deszcz….wszyscy zostawali w domu, i siostra nie szła do koleżanek, tylko bawiła się ze mną….i pachniało pomidorową…

  • lasotta

    wakacje nad jeziorem. przez otwarte drzwi wpada słońce i rześkie poranne powierze od wody. sygnał lata z radiem i babcia myje mi gowę nad zlewem bo w domku nie ma lazienki. strasznie ciągnie za włosy. jęcze i się wykręcam,a przecież nie ma jej już od tak dawna. pachną grzyby w suszarni skleconej z blachy i farelki. wysoko na karniszu kruszeje wędzony węgorz. potem dostanę wodę z płynem do zmywania w szklance i słomkę rozciętą na końcu na czworo. ohydny smak ludwika kiedy zamiast dmuchać do szklanki niechcący się zaciągam. wieczorem pójdziemy na pomost patrzeć czy dziadek z ryb wraca. wyciągnę ciężkie drewniane wiosła na brzeg i z przejęciem zaniosę sak pełen rzucajacych sie stworzeń na werandę. może znów ktoś zrobi ognisko. sama upiekę chleb na patyku bo babcia zawsze zwęgla z jednej strony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: