Kinderbal

Tort ze ScoobyDoo. Od rana tralala. Biszkopt. Krem. Bita śmietana. Konfitury z malin. No i Scooby. Smakuje jak coś, co trzeba zjeść. Smakuje jak bez dokładki. Jak efekt napięcia się matki. Jak obietnica czegoś dobrego. Nie wiadomo czego. No… nie jest zbyt dobry, jednym słowem. Dzieci biją się balonami. Krzyczą. Pan animator coś mówi. W każdym razie rusza ustami. Coś mi się zdaje, że ten pan nie da rady.
Siedzimy przy stole. Czekamy na koniec. Nikt nie je ciastek i nie pije soku, które kupiłam w hurtowych ilościach. Wszyscy mamy ochotę na wódkę i ogórki. Dzieci biegają. Mają mokre kosmyki włosów za uszami. Rozmawiamy. W każdym razie ruszamy ustami.
Niektórzy z nas są zadowoleni. Niektórzy mniej. Niektórzy palą papierosa na zewnątrz i mają powody do płaczu. Dorośli nie płaczą o godzinie piętnastej trzydzieści. Pan animator jest blady.
Wszystko jest ok.
Ja wyglądam? Na zmęczoną? Ależ ja dziś tylko piekłam i planowałam. Planowałam i piekłam.
Przestańcie piszczeć dzieci, bo wam pourywam, to znaczy… pozabieram wam baloniki. Tu się pobawcie. O tu, kredki sredki. A tu się rozlało, nie szkodzi. To się zmyje. Mopem albo ścierką.
W Nowym Jorku samym? Co ty nie powiesz? Przepraszam, że się tak dziwię, ale wydaje mi się, że Nowy Jork nie istnieje naprawdę. Tym trudniej mi sobie wyobrazić, że właśnie wróciłeś. Ciszej, kochani, biegacie, a się komuś coś stanie, to ja nawet nie wiem, gdzie tu szpital.
Może tortu?
Chodzi już synek? Co ty nie powiesz? I mówi „mama”. No to masz przeje…fajnie.
Jakie masz ładne to tu przypięte. Gdzie kupiłaś. Gdzie byłaś?
Tak, naleję ci piciu. Oczywiście. Ale nie piszcz tak. Ibuprom mi się kończy.
Stooo laaat!
Tak, kochanie, jest ok. Jak to w ogóle razem nie wychodzimy? Jak to nie? Przecież właśnie wyszliśmy hej. No nie, teraz ci się zebrało na żal? Wszystko jest ok. Czy ja was nie prosiłam, żebyście przy tym kaloryferze nie biegali?
Co słychać u niej. Jak to się rozstajecie? Może się jeszcze jakoś ułoży. Może warto spróbować. Przebaczyć. Przebaczyć wszystkim wszystko. Nie rościć sobie prawa. Ja gadam jak żona? No gadam, no w rolę weszłam. Wszystko się ułoży. Chcesz tortu?
Słyszę płacz. Czy ktoś słyszy płacz? Nie? Może mi się zdawało.
Pan animator już idzie? Już mu się czas skończył? Czy on się dobrze czuje? Może dam mu tortu na drogę? Uciekł.
Wszystko jest ok.
Dopiero pod drzwiami mieszkania. Przed metą. Na sekundę przed znalezieniem kluczy do mieszkania w siedmiu torbach i sekundę po tym, jak uderzyli piłką w drzwi sąsiada.

Bardzo krzyczałam. Jak wariatka. Furiatka. Kompletnie stuknięta.

Może tortu?


14 responses to “Kinderbal

  • the light princess

    bardzo ładna ta zieleń. pasuje Ci.
    a jedyne słuszne podsumowanie licznego-kinder balu to wykrzyczane ‚ja pierdole’ no, w każdym razie poruszanie ustami.
    a smak jak obietnica czegos dobrego to wyjete mi z głowy, bezwiedne. i calkowicie zrozumiane. ale przynajmniej słodkie, walić jakość😛

    tęskniłam. jesteś w świetnej formie. pisarskiej znaczy.

    a miałaś tam na miejscu kogos z Twojego plemienia? E.? pomaga taka bliska obecność kogos kto czyta mysli.

    oraz – wszystkiego najlepszego z okazji pięcioletniej roli. to Twoje prywatne święto. wbrew pozorom też się narodziłas. bycie matką to nie tylko umieranie.
    bardzo bardzo mocno chcę w to wierzyć.

  • tylkospokojnie

    oczywiście, ja też w to wierzę. tort w przyszłym roku kupię w cukierni.

  • asiawurysuje

    he,he…samożycie…będę zaglądać:-)

  • the light princess

    a ja będę twarda i znowu spróbuję upiec sama😉 jak będzie niedobry to zostanie więcej dla mnie🙂
    acz rozumiem😉 bo sie napracowalas a zamiast satysfakcji było zmeczenie…

  • kasia

    Urządziliśmy raz sylwestra dla sąsiadów i ich dzieci,skończyło się na tym ,że ja byłam animatorką zabaw piątki dzieciaków od 2-do- 8 lat non stop kolor- przez 6 godzin. Moje dziecko miało 2 lata wtedy, to był
    koszmar.Najgorsze było to ,że wszyscy się świetnie czuli ,gaworząc sobie przy stole,a ja nawet nie usiadłam na moment. I to była pierwsza i ostatnia impreza.Integracyjny sylwester, ha!ha!ha!

  • okruszyna

    no ale przecież nie jesteśmy ofiarami chorych tradycji – kto powiedział, że to wszystko MUSI być i to w tej formie. Czy nie idziemy pod prąd, czy nie możemy kroić kobiecości na miarę własnej intuicji? Czy macierzyństwo nas redukuje do urodzin takich, jak wszyscy, i wykazywania się przed całym światem?

    Ostatnio córka miała urodziny z tortem z wafli i nutelli, w księgarni, był jeden wspólny prezent i zbiórka do puszki na rzecz Wrocławskiego Hospicjum dla Dzieci. Większość rodziców nie mogła tego pojąć, że mają nie wystawić się na prezent, tylko do skarbonki! Ale ktoś przecież musi zachować rozsądek.🙂

    Z pozdrowieniami!
    Za rok będzie lepiej. Lepiej może oznaczać brak imprezy urodzinowej na rzecz poleżenia na trawie z dziećmi brzuchem do góry.
    O.

  • marta

    dlatego ja nie rozumiem idei urządzania takich kinderbali.Serio.Jak dzieć ma urodziny to zabrać gdzieś to dziecko czy to na kulki czy coś.Niech szaleje,wybawi się.A nie tam takie imprezy.Dorośli umęczeni bo muszą TU być a z chęcią już by poszli.Dzieciaki latają,pocą się.Po co??Nie można na spokojnie??
    Takie imprezy to taki mus dla wszystkich. echhh.

  • Maggi

    W ogole mi sie wydaje, ze imprezy takie powinny byc pomyslane pod katem dzieci, a dorosli powinni dzieci na nie przywiezc i odwiezc… Moze zreszta na imprezie, ktora opisujesz, dzieci sie dobrze bawily?🙂 I chyba o to chodzi…

  • czwarte życie

    Aż się spociłam czytając ten tekst;-) Wspomnienia wróciły. Wygląda to dokładnie tak jak opisujesz.
    Sama nie będąc zwolenniczką tego typu imprez, nie byłam w stanie odmówić córce spełnienia jej marzenia. Nie wyobrażam sobie powiedzieć: nie, nie zrobię ci urodzin o jakich marzysz, bo mamusia ma aspiracje innego typu. Zacisnęłam zęby i przeżyłam. Córka była przeszczęśliwa. Wyrosła z tego szybko. Teraz urodziny spędzamy inaczej.
    Ale zawsze tak jak chce Ona.
    I chyba to jest najważniejsze.

  • tereska

    „Ja gadam jak żona? No gadam, no w rolę weszłam”
    (to dla mnie bardziej gęste i lepiące niż kasza manna, którą czasem – gdy źle odmierzę – podaję dziecięciu na śniadanie).
    Pozdrawiam – czytam Panią od dawna z nieustającą przyjemnością (choć to chyba jednak nie to słowo)

  • kaczka

    Och, to ja. To ja z najblizszej soboty. Dynie, nietoperze, dwulatki.

  • kasia

    tak, naprawde ci w tej zieleni do twarzy.
    do stopy.
    fanclub solingen kraina ostrych nozy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: