Dziewczynie w czerwonym

Dzień był poprawną niedzielą polegającą na przygotowaniu i spożyciu znacznej ilości pożywienia, na pisaniu kawałkiem cegły na płytach chodnika. Na ułożeniu przed snem pajęczyny z kasety magnetofonowej z napisem dr Alban. Życie jak ciepła kąpiel. Afera o skarpety była może niepotrzebna, ale człowiek jest tylko człowiekiem. Ja się w ogóle nie spodziewałam że dzień będzie ładny. Poszłam tam postać trochę i dopingować warszawski bieg niepodległości. Moje dziecko (zanim znalazło kawałek piszącej cegły) krzyczało, że „Polska wygra” do jednego Wietnamczyka, który biegł w koszulce biało-czerwonej. Barwy narodowe tym samym udało nam się w nowym kontekście osadzić. Poza tamtymi kontekstami. Marszami. Poza tamtym. O czym słyszeliście na pewno z telewizji. Ulica była zamknięta i staliśmy na torach tramwajowych. Trochę przed metą.
M przyniosła dzwonki, które co najwyżej owcom na hali mogą się przydać, ale co tam. Przyszła jakaś dziewczyna w czerwonym płaszczu z dwójką dzieci małych. Dziewczyna nieśmiało przebierała bucikami na płaskim, zerkając na dzieci. Dzwoniłyśmy tymi owczymi wisiorkami. Słońce świeciło. Zdjęłam młodemu czapkę. Włosy miał śmiesznie pogniecione. Uśmiechał się. Wszystkie mleczne zęby ma osobno. Ząb, przerwa, ząb, przerwa… Biegacze już biegli.

„Dawaaać dawać już niedaleko!!”ryknęła niepodziewanie dziewczyna w czerwonym płaszczu. Jej dzieci się lekko zdumiały. Na chwilę tylko, jak to dzieci. Biegli biegacze. Rodzice biegli z wózkami. Zupełnie jak w 76, kiedy mój tata zarzucił noworodkowi pieluchę na twarz i też biegł szybko.  A wszędzie był gaz. I myślał tylko, czy te małe oczy, czy wytrzymają te małe oczy.

„Braawo, dawaj przyśpieszaaaaj!” rozkręcił się czerwony płaszczyk. (Wtedy młody znalazł tę cegłę i przestał kibicować, i zaczął rysować swoje graffiti, potwory i litery). Ja z M i czerwonym płaszczykiem darłyśmy się dalej. Ludzie biegli do mety, w stanie od lekkiego do ciężkiego, machali i tak się uśmiechali na te dzikie krzyki… Tak się uśmiechali, że ja cię.

Nad nami przeleciał helikopter w stronę tamtych marszy.

Cały czas się bałam, powiedziałam moja mama. Bałam się odkąd się urodziłaś, przez stan wojenny i po stanie. Tylko zapach papierosów i strach.

Ludzie biegli. Biegł facet o kulach. Biegł ojciec z córką w nosidełku. Biegł dwunastoletni chłopiec i nie była to poczta powstańcza.

Potem leżeliśmy w pokoju u M, trawiąc rosół. Chłopaki zmęczeni po biegu, jak po bitwie. Ale nie po bitwie, tylko po biegu. Nasze dzieci schowały się w chowanego. Nawet ich wystające chude kolana nie zdradzały ich tajnej kryjówki pod wieszakiem z ubraniami. Czy rodzice tamtych dzieciaków wtedy, mówili im „a jak przyjdą do domu ci ludzie, to zachowujcie się tak, jakbyście się bawili w chowanego…”.

Niedziela jak ciepła kąpiel. Nie chce się wyłazić do poniedziałku.

Afera o skarpety była może niepotrzebna. Ale człowiek jest tylko człowiekiem.

Jakkolwiek jest. Mamotato.  Jest bez strachu.


7 responses to “Dziewczynie w czerwonym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: