Piramida żywienia

Lećmy wszyscy do stołówki. Tam sobie wybierzemy tyle, ile nigdy nie zjemy. Skoro to szwedzki stół, a jeszcze zakaz wynoszenia, to musimy się naszamać, nasza mać!
Cztery talerze. Na jednym leży tysiąc kotletów. A drugi talerz pełen bananów. A wy, dzieci, róbcie to, co my.
No, śmiało, bierzcie, bierzcie więcej niż macie ochotę jeść. Na wszelki wypadek. Na zapas. Jedz, nie gadaj. Nie po to na śniadanie zeszliśmy przecież, żeby gadać. Ładnie jedz. Z talerza wszystko, bo potem nie będzie. Będziesz głodny. Chcesz być głodny? Czemu on nie je? Czemu nie jesz? Jedz, a będziesz duży, silny. Jak tata. Jedz, a dostaniesz ładne coś. A nie powiem co. A jak nie zjesz, to nie będzie. Deseru nie będzie, bajeczki. I w ogóle nic nie będzie.
O, teraz to rozumiem. Ładnie jesz, pięknie. Zobacz… Nie – wszyscy zobaczcie, jak on je! Pokaż, jak jesz. Zrób sztuczkę, że jesz. Tylko szybciej, bo będzie zimne. Kto pierwszy. Na wyścigi. No i przegrałeś. Przegrałeś i nakruszyłeś.

Wgapiam się w rozkrojone jajo na talerzu i zaciskam wargi, że zaraz pękną. Ale nie powiem już, nie będę powtarzać tego, co mówią oni. Nie powiem nic o jedzeniu. Niech je, co chce i jak chce, choćby sobie posłodził jajecznicę i włożył ją do butów. Nie powiem nic na temat jedzenia. Będę śpiewać kolędy. Zaśpiewam listę przebojów muzycznej jedynki. Zjem serwetki, pokroję i zjem. Połknę sól i pieprz, popiję octem, nie powiem słowa. A pan co się tak patrzy, ładna pogoda, prawda?

On je, gapi się, gada, przekłada, odkłada, zagląda pod spód nieufnie, żuje. Za oknami świat kusi zadziwiającą ilością atrakcji niezwiązanych z jedzeniem. Patrzy więc przez okno. Toto mu stygnie. Ja już na granicy wytrzymałości, ale wbijam sobie widelec w udo i jakoś nic nie mówię.
On, zadowolony, wkłada łokieć do herbaty. Czy lodowe kolce są fajniejsze od kamiennych? Lodowe kolce, lodowe kolce… Myślę o lodowych kolcach. Myślę o tej całej stołówce. I że chce mi się biec. Od tego dziubania. Gęgania. Straszenia. Manipulowania. Ja już nie dam rady się uwolnić. Ale on niech sobie je jak chce.
Niewyobrażalnie dużo mnie kosztuje nie wepchnięcie mu do gardła życiodajnych kalorii. No, ale, umówmy się. Lodowe kolce są o wiele fajniejsze.


19 responses to “Piramida żywienia

  • bezbiadolenia

    Szwedzkie stoly w genialny sposób obnażają i wygarniają skrywaną w zakamarkach i skrzętnie ukrywaną dziczą naturę. I to też jest „naturalne”🙂
    Radocha z obserwacji „karmiska” – bezcenne…

  • niedziwinic

    To jest genetycznie dziedziczone, przez te wszystkie wojny. Widelcem wyszarpać.

  • eulalia87

    moja mama, która wychowała nas troje, i 3 bratanice mówi, jak zgłodnieje to zje… stok nie koniec świata, knajpy sa można w każdej chwili na herbatkie zajrzeć😉 – no chyba, że się zapłaciło za skipas od 9-16 i trzeba na akrod zjeżdżać, to już inna inszość.

  • pepperann

    Eulalia, to trzeba przeżyć osobiście, kiedy twoje dziecko nie chce jeść,jajecznicy na śniadanie, a potem wybucha rykiem, że jest głodne u progu szkółki narciarskiej. A najlepiej dwoje dzieci. Uczulonych na czekoladę najlepiej.

  • dajerade

    Na widok takiego obżarstwa żołądek mi się naprzekór kurczy…

    Dziecku kanapkę w kieszeń, zje jak już się naliże lodowych kolców🙂

  • may_bi

    To jakiś absurd naszych czasów, że przyzwyczaja się dzieci do myśli, że zrobią łaskę kiedy coś zjedzą.

  • czwarte życie

    Pewnie, że lodowe kolce są najfajniejsze😉

  • Ewa

    ech… ciężkie jest życie matki niejadka…. a jeśli ten niejadek ma już naście lat, jest chudy jak patyk i nadal nie chce jesć… masakra

  • bezbiadolenia

    Odnośnie żywienia dzieci – drażni mnie niesamowicie przeczulica rodziców, babć, cioć i reszty rodziny w temacie „niejadków”. Może to wina wykonywanego zawodu, gdzie na codzień spotykam się z „wielkim problemem” – rodziny właśnie, gdzie dziecko NIC nie je. Takich przypadkow nicniejedzenia jeszcze w życiu u zdrowego dziecka nie stwierdziłam! Nawet gdy „tadek” trafia do szpitala np. z trwającą od tygodnia goraczką, sraczką, rzygaczką czy dusznością, zapaleniem płuc albo jeszcze nie wiadomo z jaką plagą a w wywiadzie słyszę: „nic nie je od dwóch dni” to mam ochotę nafaszerować jakąś trutka psadzić na kiblu, podstawić miskę przed twarz i w międzyczasie podstawiaćkanapeczkę, rosołek, albo chociaż kawałek żeberka upiczonego specjalnie na tę okazję przez kochajacą babcię. Od babci nie zjesz? Babci bedzie przykro! to moze naleśniczka??? Znoszenie całej spiżarni do szpitala to w ogóle nagminne zjawisko. No i te góry słodyczy, czipsów,,, w sam raz na rekonwalescecję. Szkoda, że rurek do gardeł jak gesiom nie wkładają!
    Ale „se ulżyłam” :)))
    Dziecko nie chce, niech nie je, Organizm wie, co robi.

  • fidrygauka

    Tak, znam tę frustrację. Wykosztuje się człowiek na wczasy, a tu dzieci ze szwedzkiego stołu chcą tylko płatki z mlekiem, które i tak jedzą codziennie na śniadanie :)))
    Jak zwykle pięknie opisane emocje.
    Posłodzona jajecznica i popieprzona serwetka zjedzona za pomocą noża i widelca …
    Szkoda, że nie mogę głosować w konkursie Blog Roku, bo mój sms na pewno byłyby wysłany na Twój Blog.

  • tamarak

    o jezu…
    o tak…

    bliskie mi bardzo, że ja się już nie uwolnię, ale żeby ich nie zniewalać tematem.
    książkę o zasiadaniu do stołu zamierzam sobie zakupić. chore jakieś to, ale prawdziwe…

  • Honorata

    Hmm to już wiem mniej więcej czego się wystrzegać jak mi syn wyrośnie z tego swojego roczku i zacznie się jazda z jedzeniem🙂 Z drugiej strony pamiętam jak mnie babcie katowały dokładkami, ale co było zdrowe, to dwie zasady – nie mlaskać i nie rozrzucać, reszta dozwolona!

  • petisu

    Jestem za i praktykowałąm z zapałem dopóki była pierś w zapasie (a była bardzo długo). Teraz trzeba przypilnować by zjadła COŚ, a je bardzo powoli i często zapomina jeśli jest sama za to odpowiedzialna, a potem do mnie dzwonią ze szkoły, ze dziecko się słania i nie wiadomo co jej jest. A ona nie zjadła.

  • Doris

    Bosze nie da się nie komentować. Ja to z tych niejadków. Nic nie byłam głodna, może dlatego, że tata gotował a on był nerwowy i jakoś tak nie chciało się jeść, a jak ciocia ugotowała, siostra ojca, to smakowało, że palce lizać ale ona była dobra i spokojna. Szkoda, że jej nie ma już, mieszkałybyśmy sobie razem i jadły i gotowały. Teraz w lodówce mam tylko chrzan i marchewkę i jakoś żyję. A mąż mojej koleżanki nie je nic co nie przygotuje jego żona lub matka. Ma taki podświadomy lęk, że go obcy otrują. Może dzieci też się tego boją?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: