Blue Monday

To jest blue Monday. Mówisz, że tak słyszałeś. Blue Monday. Więc może to dlatego, mówisz.
Śnieg napierdala, jakby się jakaś pierzyna rozpadła z rozpaczy. Co ja ci poradzę. Nie do końca coś w ogóle mogę. Więc, jeśli to jest to. To niech już będzie. To ja bym chciała w związku z tym kilka spraw dziś załatwić.
Pojechać do domu tam i usiąść na dywanie. A oni, że co się stało? Czy coś się stało?? A ja, mamo tato, chcę wam to powiedzieć zawsze, jak tylko stopami dotykam tego dywanu. Ale nigdy nie mówię. Że nie chcę, żebyście umarli. Oni popatrzą po sobie. Ale nam nic nie jest, powiedzą. Nikt nie umiera. Wiem, ale ja nie chcę w ogóle. Wiem. Udaję tylko, że nie widzę różnic na zdjęciach. Mamusiu. Muszę iść. Do mojego brata. Zanim zasypie wszystkie drogi. Cześć. Czy ty wiesz, że nikt, poza tobą, nie rozumie moich żartów?
A on na to, że czy to jest właśnie jeden z tych żartów? A ja, że nie. A on, że po to taki szmat drogi, żeby tylko? A ja że tak. Żeby tylko. A on, żebym już przestała. No, na boga. Może herbaty albo coś z wódki. Ale ja bym nie przestała. To jest blue Monday. Właśnie mi się przydarzył.
Potem wróciłabym tu. Do was. Czy aby mi wystarczy tej miłości czy też ona mnie jakby przerasta trochę. Ja cię, westchnąłbyś tylko, rozpakowując kolejną paczkę chusteczek.
A na końcu nad sobą. Ostatecznie i nieuchronnie. Nad sobą samą. Z powodów. I bez. To jest blue Monday. Najsmutniejszy dzień w roku.

Między filmem Amour oraz fragmentem suszącej się powieści Alfred i Emily ukochanej Doris Lessing. Trzymajcie się.


9 responses to “Blue Monday

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: