Ram pam pam

Ranek był słoneczny. Promyki słońca wpadły do pokoiku. Skakały po pościeli świetliste zajączki. Po stópkach bosych. Po misiach i jeżyku.
Wstawaj, taki piękny dzień. Budzą się paluszki, brzuszek się budzi,  i rączki…  Hop z łóżeczka, chyżo, pędem do łazienki. Rześką wodą oczka, nosek, gluty, fu, ząbki. Ach, jak wspaniale. Kolejny dzień. Karteczkę z kalendarza zrywamy. A jaki to mamy bon mot na dziś? Kalendarz mówi: naucz się grać na jakimś instrumencie. Hej ho. Wspaniała rada. Nie mam co robić, tylko jeszcze się uczyć grać. Naprawdę.
A co to za golasek nieubrany? Majtki nie na głowę, tylko na… hahaha, jaki żarcik. No już, ubierz się, bo my tu sobie tak śmiesznie żartujemy, a przecież mijają minutki od pobudki.

Pora na? Śniadanko. Jajeczko, grzaneczka i czerwony muchorek. Haha żarcik, pomidorek. A ty wiesz co pomidorki robią w brzuszku? Jakie to witaminki im tam pompują? Taaaaakie duże.

Tam ta ram. A gdzie się schowały buciki? Ja piórkuję, gdzie one są. Ach, tu się schowały. No po prostu to by było bardzo śmieszne, gdybyśmy nie byli tak spóźnieni. Więc już nie chowaj bucików tylko… Jeszcze raz? Nie, już nie. Tak. Nie. Tak. Nie. Tak. No, dobrze, ostatni raz.

Hahaha, buciki schowane. Nie mogę.

Teraz jeszcze mały wyścig. Jasne, ja uwielbiam wyścigi. Znowu wygrałeś. Takiś szybki. Matka pokonana.

Do furteczki do przedszkola, nie idź w śnieżek, nie…. nie, no, zajebisty orzełek, to znaczy fajny, tylko teraz jeszcze ten śnieżek, kurka wodna, masz nawet pod czapeczką. A tam już dzieci śpiewają, rysują. A gdzie buciki. Jak to się schowały?
Znowu?!
No coś ty. No ci dopiero. Gdzie one mogą być?
Są. Rozbierz się słoneczko, bo mi pot plecach cieknie i może mi się antyperspirancik nie sprawdzić. Tak to już jest, człowiek się musi ubierać i rozbierać. I tak całe życie.

Pomacham ci, jasne. Macham papapa, buziaczki. Śmieszne minki. Groźna, wesoła, groźna, wesoła. Hehehe. Papa.
Pa.
No pa.

Pan woźny odśnieża plac zabaw. Mam taką fantazję, że podchodzę do niego i pytam:
– Masz pan co zajarać?
A on odkłada tę taką łopatę wyprasowaną i wyjmuje z kieszeni szlugi bez filtra w miękkiej paczce. Rozglądam się po placyku i mówię:
– Ale nak*****iło tego śniegu przez noc, ja pie****ę!

 

 


22 responses to “Ram pam pam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: