Apteka

Na górze. Chmury ciężkie od śniegu, który się prosi o użycie brzydkich wyrazów. Problemy globalne od Watykanu do tefałenu i talent szoł o dwudziestej. Na dole my. Jakoś się trzymamy. Na pasach na przejściach. Na wszelki wypadek. Chodzimy tu i tam za rękę. Poszliśmy do apteki na rogu. Przed wejściem, w zaparkowanym samochodzie płakała dziewczyna. I płakał z nią chłopak.  W samochodzie przed apteką. Kolejka była taka sobie. Kredki dla dzieci były, ale tylko połamane i nie rysowały. Rękawiczki miałeś małe i mokre. Pan klient w kolejce pachniał jak przedział pekape dla palących. Pani klientka mówiła do telefonu, że gdzie jesteś, bo ja w aptece. Zbierałeś ulotki w temacie  osteoporozy i dotykałeś szyb, żeby pani magister miała więcej roboty.  Z tamtego samochodu nikt nie wychodził. Ja nie patrzyłam. Leków była mało, rachunek był średni. Polopiryna dojelitowa. A krople dla dzieci. Takiego pięknego syna urodziłam. Tak wzięłam po prostu, wzięłam i urodziłam. Za pierwszym razem, za pierwszy podejściem do czegokolwiek. Się nie prosiłam. Wziął mi brzuch urósł, potem mi zmalał. Potem poszliśmy do apteki. Za rękę. Po śniegu w marcu. Potem wytarliśmy nosy i otrzepaliśmy rękawiczki. I poszliśmy z powrotem. I nikt nie podejrzewał że to był cud, że dzieci się rodzą, bo nie wszystkie. Tylko ja i tamci z samochodu.

Może się mylę. Nawet jeśli się mylę, to i tak mam rację.


18 responses to “Apteka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: