Donos

Uprzejmie donoszę. Co usłyszałam dziś na Mickiewicza. Od młodzieży studenckiej, zebranej celem napicia się, jak to określili – „czegoś zimnego, z dużą zawartością kofeiny”. Co zasłyszałam, to piszę, starając się nie pomijać znaczących szczegółów. Że szybko jechali na rowerach, że im się to podobało. Nie precyzowali, dlaczego. Że, odkąd tamten mieszkał rok w Rotterdamie, to uważa, ze jeżdżenie samochodem to jest jakby „pozycja siły”. I dalej donoszę że. Byli wczoraj w jakiejś kamienicy, która okazało się miejscem dystrybucji alkoholu i teatru improwizowanego. Miejsca spożycia nie podali, ale okazało się, że ten teatr był lepszy niż youtube. Że tam się trochę naje….li i pojechali dalej rowerami. Bez żadnych przeszkód (!) dotarli na plac nie usłyszałam, jaki. Donoszę także. Że wolą Madryt od Barcelony. Że Prado wymiata. I Zarę wolą tam niż tu. Bo jest tańsza. Że ta w białych spodenkach, Helena, leci już w poniedziałek. Wraca w sierpniu dosłownie na kilka dni. Że ten wysoki poznał tę rudą w Poznaniu. Że ruda trzeci raz się dziś przebrała normalnie. Raz normalnie. Raz na obiad. W sukienkę. Raz na rower. Bez sukienki. Że Helena z rudą miała sesję zdjęciową. W pociągu. Że Justyna (nieobecna, jak wywnioskowałam) chodzi z Danielem. Choć jest super brzydka. Że no, bez przesady. Brzydka jest po prostu. Że, jakby Helena miała na nazwisko Mercedes, to też byłaby sławną szafiarką. Donoszę, że Helena siadła na kolanach temu drugiemu, choć wcześniej nie było żadnych, ale to żadnych oznak, że pozostają w jakimkolwiek formalnym związku. Donoszę także, że oni uważają, że wszyscy dziś w mieście mają piękne twarze. Uważam, że takie rzeczy nie powinny tak po prostu się wydarzać.
Donoszę, że ja to wszystko z czystego serca. Bo ja nikomu nie zazdroszczę. Nikomu. Nawet jak Anna Karenina przewraca oczami na ekranie i wydaje z siebie ten wzdech czy jęk. To ja nie zazdroszczę. Bo ja patrzę na Annę Kareninę i widzę tę aktorkę Anne Hathaway wijącą się w kolejnym dublu przed kamerą. Ona tylko udaje.
Ja się pytałam męża, rozmawialiśmy. Ja pytałam, czy mógłby pójść ze mną w świat. Nie bardzo, powiedział. Bo miał ciężki dzień. I ja to rozumiem.

Uprzejmie donoszę, że Helena miała pisać pracę magisterską, a nie szlajać się we czwartek wieczorem po Warszawie i głosić, jak to jej wszystko się podoba. A potem pojechać sobie, z całą tą grupą (bez kasków, uprzejmie donoszę) w stronę centrum, pozostawiając ulicę Mickiewicza (i mnie) za sobą, w zapadającym zmierzchu. Donoszę, że grupa opuściła miejsce obserwacji ok. 20.23 i nie wyglądało, jakby udawali się do domu.
Niniejszym donoszę, że kończę. Mój syn jedzie jutro obejrzeć kawalerzystów. Krzyczała do mnie pani przedszkolanka przez okno. Że proszę się jutro nie spóźnić. Z poważaniem. Wasza blogerka.


19 responses to “Donos

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: