Monthly Archives: Czerwiec 2013

Jaszczurka

Łąka jest mokra. Nareszcie można założyć kalosze. Kalosze są z dajchmana, choć nie wyglądają. W mieście nigdy tak naprawdę nie ma powodu do założenia kaloszy. Nie wychodzą na spacery. Teraz idą. Między pastwiskami.
Wchodzę nimi specjalnie w błoto. Chcę poczuć radość błotną. Nie czuję nic. Krowy rasy mlecznej gapią się na mnie, ale jakby mnie nie widziały. Kozy skubią trawę. Obojętne.
Skręcam na łąkę, idę pod górę. Rosną tu rośliny, których nie znam. Żółte i fioletowe. A tam dalej jest sześć krzyży. Nazwiska brzmią obco, rok tysiąc dziewięćset piętnasty. Stoję i patrzę tym samym wzrokiem, co krowy. Na krzyże, na trawę na grobach, na niebo na chmurach. Mam kalosze, które prowadzą mnie wzdłuż strumienia. Strumień bawi się ze mną w chowanego. Jak dziecko – dobrze się chowa, ale nie przestaje się śmiać. I po tym śmiechu zawsze go znajduję. Idę łąkami aż do drogi. Obojętnie jak ta krowa. Miastowa. Serce mi nie topnieje nad niczym i nie ma powodu, żeby zapamiętać, że tak idę. Że wracam czarną drogą, po której nic nie jeździ.

I tylko ta zielona jaszczurka, która leży na ciepłym asfalcie. Ładna jaszczurka, tylko trochę nieżywa. Wybrała się na drugą stronę, nie w porę, o czym świadczy trochę czerwonego wokół zielonego. Pobiegła drogą, którą nic prawie nie jeździ. Prawie nic. Stoją kalosze nad małą śmiercią. Nieważną, niepotrzebną, głupią. Stoją i chciałyby iść dalej. To tylko jaszczurka.


Słońce moje

Słońce moje.

Postanowiłam nad sobą popracować. Tak jak mówiłeś.  Przede wszystkim skoncentrować się. Jak wychodzę z mieszkania i zamykam drzwi na klucz, to muszę myśleć o zamykaniu i o kluczu. O kluczu zimnym lub, jeśli wcześniej był w mojej kieszeni, to o ciepłym. Zresztą nieważne, w jakiej temperaturze jest klucz… Ważne, żebym zamykając myślała o nim i pamiętała, gdzie chowam. Bo jeśli myślę o wczorajszym śniadaniu albo rozmawiam w myślach z kimś, nieważne z kim  (bo to tylko w myślach ktoś), to mi umyka wszystko. Wszystko mi się zapomina. Nie wiem w końcu, czy zamknęłam. Gdzie szłam. Nie mogę znaleźć tego cholernego klucza!
Słońce moje, ja się poprawię. Będę jeść śniadanie, tak, żeby pamiętać, co jadłam. Ja ci wymienię wszystkie produkty, nawet kilka godzin później opowiem ci smak każdej kanapki. Poprawię się, skoncentruję się, tak jak mówiłeś. Z tamtym już koniec. Ja wiem już teraz, co jest w życiu ważne, że klucz jest ważny i szynka z serem. Chcę uważać. Uważanie jest ważne. Masz rację, że mówisz, że to jest nie do zniesienia, żeby tak funkcjonować. Masz rację, że ile można, że to woła o pomstę.
Zobacz, idę teraz. Staram się myśleć tylko o tym, że idę. Zadaniowo idę, do sklepu. Myślę tylko o sklepie i o tobie, żebyś tylko mi uwierzył, jak ja, słońce moje, dla ciebie się poprawię.


%d blogerów lubi to: