Monthly Archives: Lipiec 2013

Za parawanem

Nad parawanem szaleństwo. Strasznie wieje. Ale dobrze, że nie pada, cieszy się sprzedawca orzeszków karmelowych, popcornu oraz zimnych napojów. Pochylił się jak byk w natarciu i brnie dalej, pod wiatr, w przeciwnym kierunku niż nasze dmuchane koło. Które ucieka przez plażę na wolność. Za dmuchanym kołem leci na wolność jedno nasze dziecko. Znaczy, dziecko zza naszego z parawanu. Dzieci i parawany mamy na tym wyjeździe wspólne. Trochę pozwolimy dziecku uciec. Ale nie bardzo. Ktoś go w końcu weźmie za opiaszczoną mini dłoń i przyprowadzi. Ja. Leżę. Na dnie. Tu jest ciepło. Nie chcę, żeby we mnie wiało. Żeby mi napakowało piachu i żeby mi zrobiło gęsią skórkę. Ja nie gęś. Już nie gęś głupia, tylko, schowana za parawanem, ciepła foka.

Nad parawanem furczy i dmucha powietrze zimne, ostre i niewidzialne. Nad parawanem igiełki piachu i chłód. Niżej jest cisza i nic nie szarpie. Już nas wyszarpało. Już dzięki. Chcemy tylko leżeć tak i odpoczywać, choć niczym się nie zmęczyliśmy. Chcemy spać. Chcemy się ogrzać. Wyssać z tego lata coś na zapas.

Nasze myśli są niewesołe, dalekie od miejsca, w którym wbiliśmy pale parawanu, używając ciężkiego, gładkiego kamienia. Telefony milczą, choć chcemy, żeby ktoś zadzwonił. Albo dzwonią, choć chcemy, żeby milczały. Kruszą się ciastka i rozćtapują się banany. Ręczniki nigdy nie są do końca suche, jak to możliwe. Krzyki i piski dzieci. Tylko one nie dają się pochłonąć hałasowi wiatru. Ja mam usta zamknięte, bo nie ma sensu. Za parawanem wszystko jest przytłumione. Leżymy tam ze swoimi sprawami, które nam się w głowach kotłują. Mnie się na przykład kotłuje moje dzieciństwo, tylko tak się już strasznie kruszy i rozćtapuje.

A mówili, żeby jechać na Chorwację czy inną Maltę. Nie. Ja pierdolę, znowu Bałtyk, bursztyn, Irena Santor i wiatr. I parawan. Za parawanem masz Grecję i Balaton. Tylko łeb wystawisz i Bałtyk z powrotem.

Podniosłam się jak wielki latawiec. Piski dzieci kroją szum na nierówne kawałki. Jak ja mam dość tego kulenia się już. Chowania się za parawanem, życia za parawanem i ogólnie udawania nieżywej.  Dość.

Reklamy

Taka ładna

Pan się musi mylić, to nie ja. To nie moja twarz, to nie ja. Taka blada jakaś tu jestem, w kontraście do rumianej koleżanki z prawej, wyglądam jak niesymetryczna plama rozlanych potrójnych podbródków. Rozpacz nie gęba. Pod oczami dwa głębokie cienie mi pan tu uchwyciłeś i wyglądam jakbym miała wąsy. Pan się naucz zdjęcia robić najpierw, dopiero potem pan strzelaj tym fleszem. Ja tak na pewno nie wyglądam.

Pan sobie wybrałeś moment jak się garbię i gapię się tępo. Jakimś programem komputerowym mnie pan tak pofałdował i pomarszczył?! To naprawdę nie jest śmieszne.

Teraz, kiedy jest lato i kiedy kupiłam sobie kieckę na ramiączkach, cieniutkich jak nóżki pająka, nie mogę wyglądać jak byle co. Jest lato, kręcę małą gałką radia. Głośniej jeszcze. Dzieci pod blokiem piszczą, z moich okien leci piosenka o miłości. Yalla habibi, cośtam cośtam.

Zamykam oczy i nie widzę już tego zdjęcia. Nie widzę swojej skóry ze skłonnościami, co jest ofiarą utraty elastyczności na skutek czynników. Nie widzę rezygnacji zapisanej w linii pleców. Widzę monsunowe wesele, na którym jestem jednocześnie panną młodą i matką panny młodej. Piszczą dzieci pod blokiem. Jestem też dziewczynką na weselu. Kręcę się w kółko. Wszystko przede mną. Lato przede mną. Będę chodzić promenadą wśród budek z goframi i automatów z gumowymi kościotrupami i będę habibi. Będę mieć dwa jasne paski narysowane na czerwonych ramionach. Będę wciągać brzuch i odgarniać włosy, jak mi wiatr je włoży do ust. W zachodzącym słońcu będę kroić pomidory na kolację. Jestem taka ładna, jak mnie nie widzą żadne aparaty. Najładniejsza, jak nikt nie patrzy.


%d blogerów lubi to: