Monthly Archives: Wrzesień 2013

Miłość

Może za bardzo się nad nim rozczulasz, mówi mój mąż. Łagodnie mówi, nie powiem, nie można się przyczepić. Naprawdę tak myśli. Że za dobrze ma. Za dobrze. Myślę, obracam te słowa w głowie. Próbuję je jakoś przyłożyć do własnego dzieciństwa. Czy było mi za dobrze ,czy niewystarczająco dobrze, a może w sam raz dobrze, nie wiem.

Jeśli będziemy twardzi, konsekwentni, mówi mój mąż. Mówi z troską, nie powiem, szuka rozwiązania albo jakiejś procedury na stres dziecka. A może trzeba go zapisać na judo, mówię niepewnie mieszając cukier w herbacie. Wakacje trwały za długo. Były za dobre. Za słodkie.

Wyjeżdżam na dwa dni. Zostają. Ojciec i syn. I nowa forma życia – dyscyplina, chłodny chów. Kiedy dzwonię wieczorem, słyszę że poszedł spać jak w zegarku. To dobrze, mówię. Dobranoc, wyśpijcie się, mówię.

Potem przez cały dzień nie myślę o nich tak mocno, bo przecież co z oczu. Długo jadę pociągiem. Zamawiam żurek w Warsie. Za oknami jest szare popołudnie, w żurku pływa jajko. Jadę i jadę i czuję, jakby mnie długo nie było.

Klucz wkładam do zamka bez światła, na pamięć. Boli mnie ramię od uwieszonej na mnie torby. W pokoju dziecka nie ma dziecka. Leżą we dwóch na kanapie wśród walających się zabawek. O mamo, mamo, czekamy na ciebie. Tata mi opowiada bajki. Ciekawe, jak opowiada, jak śpi. Nie ma ślady dyscypliny. Jest patyczek po lizaku. W jednym chłopcu musi się zmieścić tyle miłości.

Rano prawie, że moglibyśmy się nie spóźnić. Wyjedźmy gdzieś jeszcze, jeszcze na trochę, przedłużmy wakacje, mówi mój mąż zaciskając sobie uprząż z krawata. Tak, jedźmy, jedźmy, krzyczy młody.

Reklamy

Wszystko będzie dobrze

Coś mi jakoś nie wychodzi. Konkretnie większość. Przytłaczająca większość tej jesieni mi nie wyszła. Jestem niekompetentna na polach i w obszarach. Godzenie obowiązków hak strzelił. W robocie robota leży, kupiłam do domu mrożone frytki za cztery dziewięćdziesiąt. Placówkę edukacyjną wybrałam nieodpowiednią. To znaczy, placówka jest cacy, tylko dziecko stwierdza, że nie będzie uczęszczać, trzyma się ławeczki. Nie wiem, nie rozumiem, dlaczego. Przecież powinnam rozumieć. Kto, jak nie ja. Pouczona przez wszystkim, że mam być twarda, jestem miękka. Rozklejam się dopiero na schodach. To bardzo niebezpieczne. Czy firanki to się pierze? pyta mąż, patrząc uważnie na wiszące w oknach szare falbany. Popsuł się kran i kapie. Mam w głowie jakąś dziurę i się przez nią sypie.

Wszystko będzie dobrze. Takie są wrześnie, mówi moja teściowa. I ja wiem, że ona wie, że ja to mam. Te wrześnie. Opalenizna już zeszła, ale zdjęcia słońca jeszcze w telefonie. Budzik. Dzwonek. Sms od operatora. Wieczorem napływa chłodne powietrze polarnomorskie. Nie przygotowałam się. Kurna, tego się nie spodziewałam. Całuję mokre policzki. Wszystko będzie dobrze. Takie są wrześnie. Zbiegam po schodach. Łzy o smaku frytek.

 


%d blogerów lubi to: