Trawnik

Dla Ani.

Idę po zielonym trawniku. Podchodzę do drzewa i zdejmuję z niego swoje dziecko. Jakbym zrywała dojrzały owoc. Mamo, ale but mi został na drzewie. Zrywam też but.

Jakaś kobieta rozjeżdża wózkiem psie kupy. Nawet nie patrzy. Ono śpi, dzięki Bogu. Pokaż to swoje szczęście, proszą. Ona nieśmiało, żeby tylko się nie obudziło, przestaje bujać wózkiem i pokazuje swoje szczęście. Ale tiu tiu tiu myślę. Ale bziu bziu bziu. Ale rączki. Ona się uśmiecha. Ile ma. Tyle. Tak mało. Tak mało.

Ja już nic nie pamiętam. Zaraz sobie pójdę, W kieszeni mam klucze. Nie mam chusteczek mokrych, suchych, nie mam butelki, pieluch, smoczka, kocyka na zmianę.

Pod nią nogi ciężkie jak sztangi. Pod płaszczem dres. Pod dresem dwie bolące bomby mleka. Oczy pokolorowane czerwoną kredką. Cała jest pozszywana na okrętkę. Tańcowała igła z nitką Pokaż nam swoje szczęście.

Mąż wziął dwa tygodnie wolnego. Wystarczyło, że był pod służbowym telefonem. Jego rozmowy z klientami i telewizor towarzyszyły pierwszym karmieniom. Za ścianą szczekał pies. Na nocnej koszuli rozkwitają pąki róż. Boli. Przyszedł szwagier z gratulacjami i wódką. Nie mogła wstać. Mąż mu wszystko opowiedział. Do późna.

Wszystkie już pozapominały. I matka i teściowa. I ona też kiedyś zapomni.

Mówi, że na balkonie wieszała śpioszki. Mieszkają na siódmym. Na dole jest trawnik.

Już nie pamiętam, jak można myśleć o takich głupotach.


26 responses to “Trawnik

  • Anonim

    Wiem, że nie dla mnie. Ale jakby… mieszkam na drugim.

  • maszynagocha

    Wszystkie zapominamy, zostaje miłość, z czasem coraz większa.🙂

  • errata

    Czasami jednak się przypomina.

  • gaga

    Zapomina, zapomina, wiem, wiem. I drugi raz znów tak samo boli, ojoj. Oby dotrwać do zapomnienia… Jest lepiej, będzie jeszcze. Na szczęście. Na zawsze…

  • benedykt.s

    matko, jak pięknie…

  • Alcydło

    Pamięć jest w nas nadal, tylko trochę daleko. Jak to siódme piętro.
    Z trawnika te śpioszki są jedynie białą kropką na błękicie nieba. Prawie niewidoczną z tej perspektywy. Teraz, gdy już dojrzałe dzieci zrywamy z drzew…:)

  • K.G.

    Piękne to opowiedziałaś.

  • A.

    Blog świetny, często zerkam i szczerze podziwiam. Ten wpis kompletnie mnie nie przekonuje. „Matko jak pięknie” chyba napisał pan, który pozazdrościł bohaterowi świętującemu narodziny dziecka. Rozumiem, że demitologizacja macierzyństwa jest potrzebna, ale martyrologia to już przesada. Komentarz Alcydło – piękny🙂

    • tylkospokojnie

      Czyli można pisać, że jest zmęczona, ale że ma myśli samobójcze to już nie? No nie wiem. Pozdrawiam.

      • A.

        Mówimy teraz o bohaterce rozjeżdżającej kupy czy Tej bez mokrych chusteczek w kieszeni? Myślę, że pisać można o wszystkim, a nawet trzeba🙂 Zwłaszcza jak potrafi się to robić tak dobrze, jak Pani. Mnie ten wpis nie przekonał, bo odniosłam wrażenie, że pisanie o nieznajomej sugeruje szerokie podejście do tematu macierzyństwa, nie do konkretnego przypadku. Również pozdrawiam.

    • benedykt.s

      Co to za świat, że już nie można w spokoju ani się pozachwycać, ani porozpaczać, bo zaraz zostaje się przwołanym do porządku energicznym: nie przesadzaj. A ja pamiętam, choć mieszkałam wtedy zaledwie na czwartym. Pijam umiarkowanie, raczej wino; jak karmiłam – prawie przez rok – to nie piłam wcale. Dziecko swe kocham bardzo. Benedykt (Baruch) S. to mój ulubiony filozof, którego czytałam w poprzednim życiu. A tekst TS napisała przepięknie.
      Panią A. oczywiście pozdrawiam, zazdroszcząc przenikliwości i w ogóle.

      • A.

        Pani A. również pozdrawia, bez złośliwości i przenikliwości😉
        Można i trzeba się zachwycać, tak samo jak rozpaczać – truizm, ale jeszcze większy będzie teraz: można i trzeba komentować, gdy ma się ku temu potrzebę, na przykład zachwytem lub rozpaczą dyktowaną. Z tej samej przyczyny pewnie Pani napisała „matko jak pięknie”, prawda?
        Ja nadal karmię, więc nie piję. Ale poprzedni mój komentarz, odnoszący się do Pani oceny, był jak po wychylonym, przyznaję. Niepotrzebny. Pozdrawiam raz jeszcze!🙂

  • tylkospokojnie

    Acha. No tak. Coś w tym jest. Pozdrawiam i zachęcam do pisania do mnie na „ty”.

  • punktpotrójny

    Z każdym kolejnym jest już łatwiej, mawiają matki wielodzietne…😉

  • Chuda

    „Wyspana miłość” – piękne!🙂

  • greta

    a ja taka jestem niewyspana:(

  • ela222

    Bardzo fajnie opowiedziana historia. Ale w życiu myśli się o rzeczach ważnych jak i o tych mniej.

  • El

    Nogi ciężkie jak sztangi, dres pod płaszczem, dwie bomby z mlekiem i taniec igły z nitką – na pewno się uda zapomnieć, matka i teściowa umieją niepamietać, trzeba sobie tylko powtarzać często i wyraźnie, że tak już jest, że to przecież kiedyś minie, że przecież bywa gorzej, że nie można przesadzać, że się nie jest jedynym na świecie, że szczęście się przecież ma…
    Tylko widok tej kobiety na ulicy rozjeżdżającej wózkiem kupy na chwilę wszystko psuje – trzeba szybko odwrócić oczy i zacząć od nowa…
    A czy trawnik jest pod balkonem na siódmym piętrze? No to już przesada! Kto ma na to czas? I to przy małym dziecku… Podłogę trzeba umyć i buraczki obrać i nie dopytywać się kiedy maż wróci z pracy bo to dziecinada. Anna Karenina już dawno zastała uznana za postać trywialną.
    Klucze w kieszeni dobrze mieć… Można drzwi otworzyć, zapytać czy jest tu kto, można drzwi zamknąć na chwilę, namyślić się i po coś wrócić, można niczego nie zapomnieć, można klucze zgubić, można je komuś oddać.

    • Arr..

      Nie pasuję tu, bo nigdy macierzyństwo nie skłoniło mnie do myśli samobójczych, ba! nigdy nawet buraczków nie obierałam… Może jest w tym związek przyczynowo-skutkowy… Forma mnie tu przygania, treść nie zawsze przekonuje. Ale może dlatego, że kult narzekania, odkąd dowiedziałam się o lokatorze-skorupiaku, zastąpiło uwielbienie życia. Zwłaszcza, że udało mi się urodzić dziecko. Mimo strachu, ryzyka i złowieszczych diagnoz w trakcie ciąży. Nie było przerzutów, urodziłam i cieszę się każdym dniem. W dodatku dobrze mnie zszyli, nie krwawiły mi brodawki a mąż pomagał, jak umiał… Ale TS pisze pięknie🙂 I życzę Jej, by pisała pięknie też o szczęściu. I by nie musiała się go nauczyć moim sposobem…

  • ziutki

    Wspaniale piszesz. Za każdym razem chwyta za serce.
    Za gardło….

  • Mati D.

    Bardzo mądre słowa… I takie prawdziwe… Pozdrawiam🙂

  • Ameba

    Dziękuję, bo to i dla mnie.

  • Po drugiej stronie lustra | miny-do-lustra

    […] był, gdy bryłą był, teraz ma inne światło. Znaczy odbija mu. Patrzy to na szafę to na trawnik i myśli, tylko spokojnie, tylko […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: