Monthly Archives: Listopad 2013

plamki

Każdemu się może zdarzyć.  Może coś zjadłam. Może coś mi zaszkodziło.

Szaro buro buro szaro. Tramwaj się wstydzi, że taki czerwony. A każdy wagon pełen hejterów. Pani się nie pcha z tą torbą. Oko wykole albo coś gorzej.

Place ulice. Konstytucji, maja, czerwca i września. Mosty nad rzeką i butelki w rzece. Pani w przedszkolu. Biała bluzka mojego syna. Z czerwoną plamką. Od barszczu.

Idę i chce mi się iść.  Tak mi się chce. Musiało mi coś zaszkodzić. Czytałam w tramwaju. Chyba zatrułam się czytaniem.

Nagotowałyśmy z dziewczynami gar zupy, ale po walce nie było komu jeść. Nie było komu jeść. Wylałyśmy zupę.*

Błoto, zgniłe liście, budki z hotdogami. Dzieci, co nie mają pojęcia. Rodzice też dzieci. Same naburmuszone dzieci. Biegnę, skaczę. Nie mam dziś siły na nonszalancki chód.

Szukać radości w najsmutniejszych miejscach. Ścigać piękno w jego kryjówce.**

Pojechać na weekend. Gapić się przez okno samochodu w milczeniu, kiedy naprawdę mnie wkurzysz. Trzeć czerwony ślad na paznokciu. Od lakieru. Wyjąć z szeleszczącego papieru kanapkę dla młodego.

Umyć zęby przed snem. Napisać bajkę. Umrzeć we śnie. Sprawdzić wcześniej, czy soda faktycznie usuwa plamy. Nauczyć się pływać.

Nikt nie myśli o wojnie w moim tramwaju. Wysiadam. Idę biegnę. Chce mi się chce. Szaro buro. Bardzo ładnie. Bardzo.

Zaraz wybuchnę tak ładnie.

 

 

* Swietłana Aleksijewicz „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”
** Arundhati Roy „Algebra bezgranicznej sprawiedliwości”

Taniec ludowy

Moja prawa ręka otwiera lodówkę. Moja lewa ręka wyciąga masło. Papier brudzi palce.  Prawa ręka otwiera. Lewa ręka wyciąga. Tłusty odcisk palca. Jedyny w swoim rodzaju. Prawa kubek łyżeczka. Lewa cukier herbata. Ram pam pam. Prawa czajnik wrzątek. Lewa unik hop. Prawa chleb. Lewa ser. A głowa pośrodku. Nie bierze udziału. Tututu. Głowa nie. Ocalić głowę. Prawa noga robi krok. Lewa dostaw. Lewa krok. Prawa dostaw. Uginamy kolanka. Tańczymy po raz tysiąc pięćset sto dziewięćset. Odcinek dwa tysiące dwieście osiemnasty.

Dobrze opanowany układ, wielokrotnie powtarzany, do przysłowiowego, tak, do wiesz czego. To nie jest taniec na rurze, to taniec ludowy, polska salsa solo. Samo się tańczy. Wystarczy wcisnąć play, wystarczy otworzyć oczy na dzień dobry i już się pląsa. Samo się stało, samo się opanowało, poprzez sumienne powtarzanie kroków. Lewa dostaw. Prawa dostaw. Z życiem.

Nie myśleć nie myśleć. Że kończy się mleko. Myśleć o słowach. Pisać o przypalonym serze. I bioderkiem zamykamy szafkę, bo jak ręce są zajęte, to jest taka figura bioderkowa do wykorzystania.

Tylko nie myśleć nie myśleć, co na obiad.
Co na obiad?  I do tańca obiadowego już bum bum, lalala.

Mówię, że nie chcę. Nikt tego nie bierze na poważnie. Że mogłabym przestać. Nawet ja sama nie biorę tego na poważnie.

Czyż nie dobija się koni.  To jest taniec którego się nie zapomina. Jak jazdy na rowerze. Ring, ring. Lewa na mokro. Prawa na sucho. I obrót.

Zatańcz ze mną. Nauczę cię kroków. Mówisz, że nie ma potrzeby, tak wspaniale opanowałam figury, deptałbyś mi po palcach. Ram pam pam. Nawet smaczne, mówisz.  To moja nagroda.

Lewa ręka chowa. Prawa ręka zamyka.  Tyle mojego, że złapałam do głowy ten wpis.  Tram pram.


Naprawdę zaskakujące jak niewiele czasem trzeba.

Całe to narzekanie nie rozumiem. Normalnie się żyje, luksusowo, na skrawku, na jednym boku, ciągnie się na jednym spojrzeniu, na uścisku z zeszłego lata, na imprezie z czerwca się jedzie jeszcze spokojnie. Niewiele potrzeba, trochę jedzenia picia, trochę wina. Książka czytana na przystanku, o której nie ma z kim. Wystarczy, że książka dobra.

Wystarczy poczekać Włócząc się po korytarzu szkoły i oglądając rysunki pinezkami do tablicy. I już do muzeum iść nie trzeba. Wystarczy, że zjedzą, nie muszą mówić dziękuję.

Wystarczy poczekać jeszcze jakiś czas. Nie wiem ile. Może kilka godzin a może dłużej. Coś się zdarzy. Tymczasem wystarczy czasem się z kimś spotkać. W zasadzie wystarczy zadzwonić.

Doskonale można się odnaleźć w tym rytmie dnia, wystarczy, że nie chorujemy, że autobus się nie spóźnił. Wystarczy nam te kilka nerwowych kwadransów przed snem. Więcej byśmy nie zdzierżyli. Wystarczy kilka godzin snu i radio, telewizja i czasem kino, żeby żyć wystarczy. Wystarczy zobaczyć, nie trzeba dotykać.

Wystarczy obejrzeć zdjęcia z czyjejś podróży, a jakby się tam było. Wystarczy jak się trochę siebie lubi. Nawet wystarczy, że ktoś obcy lubi. A do tego wystarczą nowe buty. Niewiele wystarczy, że szok. Wystarczy nie myśleć gdzie chciało się być.


%d bloggers like this: