Monthly Archives: Marzec 2014

miejsce przy oknie

W autobusie sto dziewięćdziesiąt siedem ciasno. To znaczy ścisk przy drzwiach, ale na środku, jak zawsze, jest całkiem okej. Siedzę, ale rozglądam się nerwowo, żeby nie przegapić jakiejś staruszki.  Moją uwagę przyciągają dwie nastolatki.

Cięcie:

Miejsce przy oknie.  Numer jeden to królewna Śnieżka. Ciemne włosy, jasna cera.  Wielkie oczy i takie usta, że – jak można mieć takie usta?! Idealnie wykrojone. Kasztanowe loki płyną po ramionach, rzęsami prawie szybę rysuje.

Tu kozaczek, tam płaszczyk. Na kolanach trzyma torbę, z futerkiem, które udaje sierść krowy. Telefon w brokatowej obudowie błyska. Przez białe rzemyki słuchawek niewyraźnie sączy się do nas, pasażerów, polski hip hop. Wczesna Scarlett Johansson co jakiś czas  odpisuje na komplementy tych chłopaków ze szkoły, którzy mają to szczęście, że są jej znajomymi na fejsbuku.

Cięcie:

Autobus. Miejsce przy przejściu. Nastolatka numer dwa siedzi obok i zajmuje nieco więcej miejsca. Pulchniutka, w okularach. Dała sobie spokój z rozpuszczaniem włosów, związała w kitkę, ukryła pod czapką. Jest ubrana w puchową kurtkę (ubierz się, bo zimno), wygląda jak Pi lub Sigma z Matplanety. Króciutką szyję okutała w wełniany szal zupełnie nie pasujący do kurtki. Torbę ma, ale teraz nie mogę odtworzyć jaką. Nie patrzy w okno, z nikim nie nawiązuje kontaktu. W ogóle nie jest online, zresztą na fejsbuku zaprosiła ją tylko siostra cioteczna. Gapi się w podręcznik otwarty na rozdziale z rozkrojoną rybą. Jest krótkowidzem, aktualnie wyłączonym ze świata. Jest tylko ona i ryba.

Cięcie:

Autobus. Rok dwa tysiące trzydziesty pierwszy. Miejsce przy oknie. Królewna Śnieżka patrzy w szybę. Ma już dwójkę dzieci i męża. Jest wciąż bardzo piękna, o czym zapewnia ją kolega z pracy. Smutno jej jakoś. W ecco kids na wyprzedaży nie było pomarańczowych sandałków. Wakacje w tym roku znowu nad polskim morzem. W pracy liczyła na więcej. Coś jest nie tak. Coś jest cholernie nie tak.

Numeru dwa nie ma w autobusie. Jest w Pekinie, gdzie dostała pracę po obronie doktoratu z genetyki. Czuje podniecające mrowienie za każdym razem, kiedy wchodzi do laboratorium. Co do życia rodzinnego nie mam pewności, ale wydaje mi się, że mąż jest lapońskim pisarzem.

Cięcie:

Mój przystanek.


nie ma nie ma jest

Nie wiem, gdzie mieszka Błażej Król, ale chcę myśleć, że w domu z ogrodem. Wśród krzaków dzikiego wina (i samosiejki) ma okrągły stolik, bardzo chwiejny i kilka krzeseł, nie wiem ile, ale najmniej dwa.

pora na dobranoc bo już księżyc świeci
dzieci
my nie chcemy mieć dzieci

Kuchenkę na sto procent ma gazową, łóżko w sypialni szerokie, nigdy niepościelone. Razem z żoną obserwuje pająki, które łażą tam, gdzie upadł kawałek arbuza na trawę. Wszystko to robią we wtorek o trzynastej.

a to co było a nie jest
wraca po trzykroć

Jak tak stoję na koncercie nowego Króla, to czekam. Czy zaśpiewa takie zdanie, jak tamto, wiesz które.  Zdania takie, jakie czasem jeszcze znajduję w akapitach książek, których nie ma w empikach (ale Ł. mi polecił, bo zdobył i słyszał, że warto). Autor bałkański, rumuński albo turecki. Postacie, które prawie da się powąchać, piją caykur w szklankach lepkich od cukru. Ktoś zrywa cytrynę prosto z drzewa, a ono nie chce puścić.

…zaraz, zaraz, bo mnie chyba poniosło. Skąd caykur w Gorzowie? Pewnie Król herbatę słodzi na maksa.

Więc jestem na koncercie. Czekam.

Ogólnie polskiej muzyki słucham beznamiętnie. Czasem, jak tekst jest cyniczny, ma to jeszcze językową świeżość. Kiedy jednak zamarzę o tym, żeby posłuchać czegoś o uczuciach, to dostaję zaraz „bezkresny horyzont” lub „skradzione niebo” lub jakąś inną głębię jak mówienie sobie dość, to nie tak miało tak być, łzy jak krople deszczu i inne rozterki na oceanie uczuć. Nie mogę tego słuchać. Dostaję choroby morskiej. Nie ma tekstów, na które czekam, nie ma, nie ma.

Dlatego jestem na tym koncercie i to jest trzeci raz w ciągu roku.  Jest to bardzo mały koncert, gdzie scena bar i ja to właściwie jeden kij i dwa końce. Piłam umiarkowanie, ale jednak. Teraz czekam.

powoli wypuszczać powietrze
czy przebić balon szybkim ukłuciem

męczyć się w gryzącym swetrze
połknąć czy zająć się żuciem
?

No i masz.

Może mogłabym wczoraj mniej pić i wydać mniej. Nie byłabym taka zadowolona. No i nie miałabym na biurku trzech płyt Króla, które lecą jedna po drugiej, druga po jednej, w miarę jak ten, bardzo dobry, weekend dobiega końca.


nie obraź się, ale nie chce mi się

Kobiecość wydaje się dziś tematem kuszącym do opisania, ale nie, nie chce mi się. No ale… Nie, naprawdę mi się nie chce. Nie zbliżaj się do mnie z kwiatkiem ani ty ani nikt. Nie obraź się. Nie chodzi o ciebie ani o to, że ja się obrażam na to święto w imię feminizmu ani komunizmu. Tylko, że niby jak wyobrażasz sobie takie święto? Że, niby czego mi gratulujesz, że niby jaka w tym moja zasługa? Dzień Matki czy Górnika, to ja rozumiem, ciężka orka na przodku, ale dzień kobiet? Weź mnie nie rozśmieszaj. Nie, nie będę o tym pisać.

O jaskrawej plamie na majtkach, kiedy zaczął się ten cały cyrk. Od „teraz jesteś kobietą, dzwonię do cioci”. Łot de fak? Te uśmiechy, że niby łał, że teraz to naprawdę. Ja podejrzewam, że społeczeństwa bardziej pierwotne niż Polska – lata – dziewięćdziesiąte jakoś lepiej sobie z tym radziły. Że takie Indianki w tym jednym namiocie się zbierały i kobiecość była dla nich nie tylko tym jednym między nogami.

No, w każdym razie zaczęło się. Boże, żeby teraz tylko nie było seksu. Żeby tylko nie została gdzie na noc, bo skoro już jest kobietą, to i wiadomo. Ach tak, więc jestem kobietą i chodzi o to, żeby się nie z kimś nie przespać. Acha. A już dziewczyny ze starszych klas coś szepczą, że coś jedna, o boże, podobno. Potem Michał K mi przysłał kartkę pod ławką, że mnie kocha. Ale mnie wkurzył ten Michał. Ania z Zielonego wzgórza też akurat nienawidziła Gilberta, wiec się zgrałyśmy. Pierwsze czytanie książki aż do świtu. Dlaczego jakoś nie kojarzyło mi się to z kobiecością? Bo kobiecością było tamto. Tamto bardziej realne i groźne. Rozumiesz? Stanik!

Paranoja narastała, żeby osiągnąć kulminację w okolicach liceum, kiedy to już Aneta głośno zastanawiała się, czy na osiemnastce Mariusza powinna już iść na całość. No, chyba już najwyższy czas, doradzała jej Kaśka, która się malowała codziennie, nie tylko na dysko. Paprotki na parapetach usychały. Chmury za oknem płynęły. Kamienie na szaniec. Wilk stepowy. Listy Stachury do Gałązki. Ale nic z tego nie kojarzyło się kobiecością.  Aneta poszła na całość i cały poniedziałek przeryczała w łazience.

Potem nastąpiła jakaś dekada luzu: studiujesz, uczysz się, żyjesz. Kształcisz się, kimś będziesz, coś zrobisz, czytasz, pływasz w tym czytaniu, w tych nocnych rozmowach. Twoje ciało jest, jakie jest i wydaje ci się, że cały świat cię akceptuje. Jest tak dlatego, że świat ogólnie akceptuje młode kobiety. Społecznie młode kobiety są postrzegane jako spoko okej, właściwie super fajne twory. Wiele im wolno, mogą się uczyć, imprezować, wojować. Byleby w pewno momencie się opamiętały.

Aż tu nagle… następuje zwrot akcji jak w porządnym filmie. W okolicach trzydziestki najczęściej. Twoja kobiecość znowu jest „an issue”. No, bo skoro przez ten wszystkie lata udało ci się nie zaliczyć wpadki, no to teraz ekhm ekhm kamooon…

O tym, że jak już zostaniesz matką, chyba wiesz, co robić, to już nie będę nawet pisać. I nie zapomnij o codziennej porcji ćwiczeń mięśni brzucha i mięśni Kegla, bo się rozciągniesz i, nie daj Boże, nie będziesz odczuwać przyjemności. Zamaluj cień pod oczami, zafarbuj siwe włosy, wydepiluj się najlepiej wszędzie. Nie chodź w dresach, bo to nie wygląda kobieco. A pocałujcie mnie wszyscy w dupę.

Także ja to chrzanię, nie chcę tulipanów. Nie poczuwam się, dziękuję, idę na wino. Jest jakiś błąd w rozumowaniu, coś z tym dniem jest nie tak. Weź zrób lepiej zakupy, możesz mi kupić po drodze płytę, a tulipana daj babci.

Do posłuchania: 


%d bloggers like this: