nie obraź się, ale nie chce mi się

Kobiecość wydaje się dziś tematem kuszącym do opisania, ale nie, nie chce mi się. No ale… Nie, naprawdę mi się nie chce. Nie zbliżaj się do mnie z kwiatkiem ani ty ani nikt. Nie obraź się. Nie chodzi o ciebie ani o to, że ja się obrażam na to święto w imię feminizmu ani komunizmu. Tylko, że niby jak wyobrażasz sobie takie święto? Że, niby czego mi gratulujesz, że niby jaka w tym moja zasługa? Dzień Matki czy Górnika, to ja rozumiem, ciężka orka na przodku, ale dzień kobiet? Weź mnie nie rozśmieszaj. Nie, nie będę o tym pisać.

O jaskrawej plamie na majtkach, kiedy zaczął się ten cały cyrk. Od „teraz jesteś kobietą, dzwonię do cioci”. Łot de fak? Te uśmiechy, że niby łał, że teraz to naprawdę. Ja podejrzewam, że społeczeństwa bardziej pierwotne niż Polska – lata – dziewięćdziesiąte jakoś lepiej sobie z tym radziły. Że takie Indianki w tym jednym namiocie się zbierały i kobiecość była dla nich nie tylko tym jednym między nogami.

No, w każdym razie zaczęło się. Boże, żeby teraz tylko nie było seksu. Żeby tylko nie została gdzie na noc, bo skoro już jest kobietą, to i wiadomo. Ach tak, więc jestem kobietą i chodzi o to, żeby się nie z kimś nie przespać. Acha. A już dziewczyny ze starszych klas coś szepczą, że coś jedna, o boże, podobno. Potem Michał K mi przysłał kartkę pod ławką, że mnie kocha. Ale mnie wkurzył ten Michał. Ania z Zielonego wzgórza też akurat nienawidziła Gilberta, wiec się zgrałyśmy. Pierwsze czytanie książki aż do świtu. Dlaczego jakoś nie kojarzyło mi się to z kobiecością? Bo kobiecością było tamto. Tamto bardziej realne i groźne. Rozumiesz? Stanik!

Paranoja narastała, żeby osiągnąć kulminację w okolicach liceum, kiedy to już Aneta głośno zastanawiała się, czy na osiemnastce Mariusza powinna już iść na całość. No, chyba już najwyższy czas, doradzała jej Kaśka, która się malowała codziennie, nie tylko na dysko. Paprotki na parapetach usychały. Chmury za oknem płynęły. Kamienie na szaniec. Wilk stepowy. Listy Stachury do Gałązki. Ale nic z tego nie kojarzyło się kobiecością.  Aneta poszła na całość i cały poniedziałek przeryczała w łazience.

Potem nastąpiła jakaś dekada luzu: studiujesz, uczysz się, żyjesz. Kształcisz się, kimś będziesz, coś zrobisz, czytasz, pływasz w tym czytaniu, w tych nocnych rozmowach. Twoje ciało jest, jakie jest i wydaje ci się, że cały świat cię akceptuje. Jest tak dlatego, że świat ogólnie akceptuje młode kobiety. Społecznie młode kobiety są postrzegane jako spoko okej, właściwie super fajne twory. Wiele im wolno, mogą się uczyć, imprezować, wojować. Byleby w pewno momencie się opamiętały.

Aż tu nagle… następuje zwrot akcji jak w porządnym filmie. W okolicach trzydziestki najczęściej. Twoja kobiecość znowu jest „an issue”. No, bo skoro przez ten wszystkie lata udało ci się nie zaliczyć wpadki, no to teraz ekhm ekhm kamooon…

O tym, że jak już zostaniesz matką, chyba wiesz, co robić, to już nie będę nawet pisać. I nie zapomnij o codziennej porcji ćwiczeń mięśni brzucha i mięśni Kegla, bo się rozciągniesz i, nie daj Boże, nie będziesz odczuwać przyjemności. Zamaluj cień pod oczami, zafarbuj siwe włosy, wydepiluj się najlepiej wszędzie. Nie chodź w dresach, bo to nie wygląda kobieco. A pocałujcie mnie wszyscy w dupę.

Także ja to chrzanię, nie chcę tulipanów. Nie poczuwam się, dziękuję, idę na wino. Jest jakiś błąd w rozumowaniu, coś z tym dniem jest nie tak. Weź zrób lepiej zakupy, możesz mi kupić po drodze płytę, a tulipana daj babci.

Do posłuchania: 


9 responses to “nie obraź się, ale nie chce mi się

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: