Tag Archives: dobre rady

Od jutra od rana

Chcesz coś osiągnąć, musisz dążyć i drążyć. Nie narzekać, że pod górę, jeśli chcesz zdobyć szczyt. Wszyscy wielcy, którzy coś coś, posiadali jedną wspólną cechę. Jaką? No, jaką? No właśnie, dobrze. Właśnie tę. Konsekwencję.

Matko, jak ja się staram. Staram się, ćwiczę się. W porze wstawania, w porze pisania, w doprowadzaniu do końca, w nieporzucaniu rozpoczętego. Potem zasypiam i przekładam na jutro, popijam winem, umawiam, odwołuję. Niekonsekwentnie nosiłam taki wisiorek na szczęście. Ale zgubiłam go. Szukałam na kolanach cały wieczór. Ale zaraz zaraz. Po co mi wisiorek na szczęście?

Jak ja się, i cię, i wszystkich wciąż chcę przekonać. Że posiadam tę cechę wymarzoną. Pożądaną. Bez której grób mogiła, nic nie będzie. Od jutra. Wstanę rano raniuteńko, zobaczysz, poszukam wisiorka, zrobię zdrowe śniadanie i pójdę do pracy nie spóźniona, żeby robić tam karierę na stanowisku. Zrealizuję to i tamto, co zaczęłam i nawet będę ćwiczyć dwa… nie, trzy! Trzy razy w tygodniu. Krok po kroczku aż dojdę do czegoś. Nie rzucę już niczego w cholerę. Nie będę się oszukiwać, że jakieś nowe to musi być lepsze.  W momentach zwątpienia będę oddychać głęboko. Aż do hiperwentylacji. Aż do końca. Od jutra. Od rana.
Wszyscy którzy coś coś, posiadali tę wspólną cechę. Mnie nie daną. Ja dostałam jakiś inny zestaw.
A całkiem aktualnie nieprzydatny.

 

Reklamy

Weź przestań

Jak śpiewa Tori Amos. Usłyszałam twój krzyk z drugiej strony góry. O tym myślę, kiedy czytam komentarze na blogu. Że nie jestem sama w tych górach.

Ale czasem się nie zgadzam.

Bariery są w twojej głowie. Padasz na ryj w twojej głowie. Nie gadasz z mężem, co miał być ostoją w twojej głowie. Robisz nudną pracę w twojej głowie. Doceń, rozejrzyj się, zrób jogę i taj czi. Nie zmywaj, zostaw to, brudne naczynia są tylko twojej głowie. Otrząśnij się, idź do psychoterapeuty, bo nie ma co życia tracić na zamartwianie się o głupoty. O samotność i śmierć. Jesteś bażantem na tym świecie. W twojej głowie. Módl się, kochaj i jedz. Nie myśl. Nie analizuj. Nie narzekaj. Słowo zamienia się w czyn. Słowo zamienia się w ciało. Na samym końcu samotny jest ten, kto na to zasługuje. Czy zasługujesz, odpowiedz sobie. No? Przecież, że nie! Zobacz jesteś taka wysoka, a nie taka stara. Ubierz się, odsłoń nogi. Dekolt pokaż. Pokaż, że jesteś tego warta. Potrząśnij grzywką. Powtórz: jestem tego warta. Świat jest otwarty. Chcesz podróżować – kup bilet. Weź i kup. Weź się, no. Jest lato, nie? Oczyść głowę i kup ten pieprzony bilet. Wyjrzyj z tego grajdoła. No, żesz rusz się. Gdzieś, nie wiem gdzie. Do ładnego hotelu. Do stolicy jakiejś europejskiej. Albo do Azji. Azja cię uzdrowi, jak uzdrowiła już miliony. Wrzucisz sobie plaży zdjęcie na profil. Od razu będzie lepiej.

Kobiety są silne. Elastyczne. Ugną się a wstaną. Co się stało, to się nie odstanie. A nic się takiego nie stało. Ot, przemijasz sobie. Inaczej niż byś chciała? To nie chcij. Pomaluj te oczy. Gdzie tak bez pomalunku? Czy byłaś już w najnowszej knajpie na warszawskim Powiślu?

Nie jest tak źle. Popatrz dookoła. Inni mają jeszcze gorzej. A udają, że nie. Śmieją się. Opowiadają sobie o ostatnich wydarzeniach w telewizji. W życiu dziecka o nowej umiejętności plucia. Nikt ich nie kocha, a gadają o trąbach powietrznych, robią kotlety i naleśniki z serem. Z uśmiechem, ty rozpieszczona gówniaro.

Ale ja odmawiam. Subiektywnie oceniam sytuację. Na taką sobie. Delikatnie mówiąc. Bariery w mojej głowie na dziś nie do ruszenia. „Na dziś”, piszę, bo mam nastrój wyjątkowo optymistyczny.

W górach jakby na razie cisza?


F jak tylkospokojnie

Rozwalił mnie wczorajszy wpis Frustratki.
Dlaczego?

Dzień wcześniej siedziałam na leżaku na działce i, ignorując jedzące ziemię dziecko, zachłannie nadrabiałam zaległości w prasie opiniotwórczej. Im więcej czytałam, tym bardziej się kurczyłam. Jak doszłam do wywiadu z Masłowską, o przewrotnym tytule, to już byłam zapłakaną Calineczką.

Pomyślałam, że warto napisać na blogu o frustracji związanej z niepisaniem. O unikaniu pisania, o pożądaniu pisania, o dobrych radach, o… kurcze! Frustratka już to napisała. Kolejny raz. Gapię się na jej bloga i już nie mogę nie mogę udawać, że ta dziewczyna mówi głosem, który się niesie i… no tak. Każdy musi znaleźć swój głos.

Zawsze mówiłam, że blog TS powstał z inspiracji blogiem Frustratki. Ale jak cienka jest granica między inspiracją a kopią? Frustratka jest tylko jedna, tak mi się wydaje.

Jako wierna czytelniczka FjakF oraz jako TS czuję, że coś się kończy. Coś o czym F napisała. Demitologizowanie macierzyństwa jest potrzebne, ale wydaje mi się że już zaśpiewałam swoje chórki i mam ochotę zaśpiewać coś innego. Niedawno rozmawiałam z panią redaktor z polskiego radia, która poszukiwała bohaterek do audycji „odczarowującej macierzyństwo”. Starałam się jak mogłam przekonać ją, że jestem matką cierpiącą, ale ona na to, że coś chyba już nie bardzo…

Coś innego zaprząta teraz moje myśli. Coś słyszę w głowie, ale tak cicho i słabo, że muszę się na chwilę zamknąć, żeby dosłyszeć, co to jest. Muszę na chwilę zasnąć i posłuchać.

Czy zacznę pisać o tym, jaką mam dziwną pracę? A może o tym, jak odchodzę z dziwnej pracy? Może o fryzjerkach i dentystach? Może o plamach na słońcu i upale na ulicy… Może o peo. Może o gie em o. Albo o pi em es.

Co? Ciiii… Co?

Nic nie mogę obiecać, muszę się tylko skulić. I milczeć. I czekać.

Zaczekacie na mnie?


Goście goście

Sny, czyli taka rozmowa między mną a mną. Najczęściej w języku, którego kompletnie nie rozumiem albo nie słyszę, bo ogłuchłam cywilizacją, wiadomo, jak wszyscy. Jednakże mój szyfrant siedzi w ciemnym lesie i napieprza S.O.S. Mimo, że nie rozumiem, co ja chce przekazać mojemu ja, to niekiedy wydaje mi się, że to może być coś znaczącego. Często na przykład dostaję powtarzający się motyw:

Do mojego domu przychodzą ludzie na imprezę. Tylko, że ja ich wcale nie zapraszałam i chcę ich wyprosić. A oni nic. Spokojnie rozłażą się jak robale, gadają, bawią się, okropnie mnie męczą!! Jest ich coraz więcej i więcej.  We wszystkich pomieszczeniach pełno ich śmiechów, krzyków, pocałunków. Muzyczka gra, ale wcale nie jest fajnie. Jest koszmarnie. Tracę grunt, boję się, jest słabo, głośno i źle. Wypierdalać.

No?

i ?

co?

Noico noico?!! Czy jest na pokładzie jakiś zaklinacz snów, freudysta, buddysta?

Podświadomość, podobnie jak kosmos, bezgranicznie wielka jest, także można ją zaśmiecać. Siła wyparcia tym większa, im bardziej gorliwe zapewnienie, że jest ok.

Ależ ja się naprawdę wcale nie przejmuję! Na serio jest ok.  Że znowu wyjeżdżasz? No trudno. Ja w ogóle się nie przejmuję tym, że mi ciebie tak brakuje. Nic sobie nie robię, że nie lubię swojej pracy. Wali mnie również, że nie mam na siebie pomysłu. Że się starzeję. Że nic nie umiem. Że nigdzie nie jadę, ani znikąd nie wracam. Ani, że nie umiem wykorzystać  możliwości, jakie oferuje mi Unia Europejska!

Oj, wielkie mi co, że tyle ludzi robi karierę, wychowując jakoś przy tym trójkę dzieci niemalże w tym samym wieku. Ja się tu pałuję, że jedno mam, a jeszcze chude takie. No i co?!

Ja wam głośno mówię, że się nie przejmuję, ale widocznie jakieś JA jednak się tym wszystkim przejmuje. Ta kakofonia pragnień i bezsensownych dążeń, standardów, wymagań, bohaterów i antybohaterów, które usiłujecie we mnie wzbudzić myślą, mową, uczynkiem, zaniedbaniem i telewizją śniadaniową, spychana w podświadomość, wraca do mnie snem, w którym chcę żebyście się wynieśli do stu diabłów i dali mi w końcu spokój.

Tylko spokojnie, co nie?


Terror szczęścia

Producent smutku usłyszałam w radio. Od razu mi się spodobało. To o mnie? Do mnie? Może być. Biorę. Tatuuję sobie. Trudno. Mam ochotę na wielki coming out.  Na straganie w dzień targowy. A to ta pani co taka miła po bułki schodzi rano, co ma takiego miłego męża i ślicznego chłopczyka? A ona się przecież zawsze tak ładnie uśmiecha. Nie, coś ty, ona się nie uśmiecha. Bo ty pracujesz na drugą zmianę, to ona może już wtedy się nie uśmiecha. Acha. To ona się tak posypała? Musiało być, że za dużo miała. To tak to się kończy, droga pani. Zachciało się pannie hawajów. Wiesz, że taka niby wyjątkowa. Pióra w dupie. Nasiąknie człowiek jak gąbka tymi złudami, marzeniami. A potem jak żyć? Jak tu z taką gąbką chodzić po mieście, ciągnąć po ziemi. Ale po co się tak męczyć, nie lepiej z tym gdzieś po pomoc profesjonalną…? Cii…, idzie, dzień dobry pani…

Dzień dobry. Poproszę pięć bułek.

 

Moja gąbka moim krzyżem.

Ale nie musi ci być przykro. Nie chodzi mi o twoje przykro.

I nie, nie idę jeszcze do psychiatry.

I nie rozwodzę się jeszcze.

Jeszcze nie.

Spokojnie.

Listek mięty rozgryzam zamiast.

I bułki suchej.

I nie zamienię się z nikim.

Nie.

 


%d blogerów lubi to: