Tag Archives: film

Bam. Bam.

Taki film dla facetów i pewnie się na nim wynudzę. Angielski humor, dużo, dużo krwi, poprzedzonej strzałem bez tłumika. I na pewno nie zrozumiem intrygi kryminalnej. Już bez przesady, że ten Colin eF to takie cudo. Albo gra marynarzy albo bandytów i bałamuci polskie aktorki.
Gdzieś na sali kinowej ktoś kwiczy ze śmiechu przy każdym dialogu. Ma widocznie ogromną empatię na humor. Jest też nie do końca trzeźwy. Jak ja przetrwam ten seans bez butelki rumu?!

„7 psychopatów” to najbardziej inteligentna komedia, jaką ostatnio widziałam.  Inteligencja jest sexi, więc jestem pobudzona jak po wykładzie profesora Zimbardo zmutowanego ze Woody Allenem. Film ze specjalną dedykacją dla ludzi, którzy piszą. Dla tych, którzy „wymyślają” historie, a może raczej je pożyczają od innych („pożyczają” to takie ładne słowo… jakby mieli oddać).  Szczególnie dla tych, którzy lubią o historiach rozmawiać, machać rękami, krzycząc „a ja to widzę tak”, „i on wtedy…”, „a ona wtedy…”. To są najfajniejsze momenty pracy scenarzystów i -stek.

Film nie jest o strzelaniu, lecz o pisaniu scenariusza filmowego, który staje się niebezpieczną rzeczywistością. Niebezpieczną, ale potrzebną bohaterowi, żeby czegoś ważnego  doświadczyć. Film ma warstwy. Sam się komentuje i sam się obserwuje.

Marzyłbym – mówi główny bohater – żeby od tej pory do końca nie było już żadnej strzelaniny. Tylko rozmowy, rozmowy prawdziwych ludzi…

Tak się nie robi, myśli widz – jak to? Umówiliśmy się na strzelanie, strzelaliście co pięć minut w pierwszej część! Gonią was bandyci!

W szkołach uczą, że widz bardzo  lubi wiedzieć, co się wydarzy. Zadaniem opowiadającego jest ten komfort zaburzać. Im częściej tym lepiej. Wtedy ciekawość rośnie (sprawdza się dobrze przy opowiadaniu bajek). Naprawdę nie jest łatwo zaskoczyć mnie tyle razy. To jest inne, świeże uczucie, jakby w gorący dzień wskoczyć do fontanny.

Bandyta: Ręce do góry.

Hans: Nie.

B: Mam broń.

H: I co z tego?

B: To bez sensu!

Film nie jest o strzelaniu ani o psie, ale o przyjaźni, dziwnej i w sumie wzruszającej. Główny bohater pobiera od życia naukę, dokładnie tak jak być powinno.  Bo nie wszystkie zasady można łamać, to jasne.

Puenta jest taka, że czasem warto dać się zaskoczyć. Iść tam, gdzie normalnie byśmy nie poszli, bo normalnie chodzimy na inne filmy, jak już znajdziemy czas, żeby w ogóle. Bam. Bam. Dajcie się zaskoczyć.

Uwaga. W filmie nie ginie żadne zwierzę. Poza tym ginie wiele osób.

I jeszcze jedno. Colin eF nie jest już tylko marynarzem. Jest w moim dzisiejszym rankingu najlepszych aktorów świata, najlepszym aktorem świata. Wybaczam mu Bachledę, alkoholizm i Los Angeles, wybaczam mu wszystko. Colin – jak to się zdrabnia?

Reklamy

Niepicie

Najpierw nie pijesz, bo jesteś w ciąży. Potem nie pijesz, bo karmisz (wtedy zresztą nie-picie nie jest twoim największym problemem).  Potem nie pijesz, bo każda, nawet śladowa ilość alkoholu, doprowadza cię do tańca na stole, podczas gdy reszta towarzystwa jeszcze nie dostała rumieńców. Potem nie pijesz, bo jak wchłoniesz kilka kieliszków, to kac w towarzystwie dziecka jest nie do zniesienia.

Ale

Im więcej nie pijesz, tym gorzej znosisz.  Na zdrowie.  Na drugą nóżkę.  Karniaczka i rozchodniaczka.  Język  taki bogaty, taki opisowy. Twarze takie szczęśliwe. I takie nieszczęśliwe twarze. Oczy, które widzą, co chcą.  Coś tam widzą, czegoś nie. Ta pewność siebie. Testosteron we krwi. Promil i czosnek w wydychanym powietrzu hej.

I jeszcze jeden i jeszcze raz. W imię mitów i filmów na których. Prawdziwy mężczyzna pije. Picie prawdziwego mężczyznę upoważnia. Zarówno w kwestii wypuszczenia bestii.  Oraz w kwestii rzewnych wyznań gówno wartych. A także w kwestii zachowywania się jak idiota. Ja mam serce jak piekarnik. Ale ty mnie nie dotykaj. Kontaktu ze mną cielesnego nie szukaj. Nie brataj się ze mnę, bo ja się nie bratam.

W imię tradycji polskiej, ruskiej i bałkańskiej. Dusza słowiańska. Nikt nie wie, co to znaczy. Nikt. Ale kto nie pije, ten kabluje.  Póki my żyjemy.

A trafi się jakaś rodzinna impreza, to dopiero emocje się ujawniają. Wyszedł ochłonąć, na powietrze wyszedł. Za nim ona cicho. Spokojnie tłumaczy. Bo on już jest taki odważny, taki chojrak do niej, że lepiej na spokojnie. Na grzecznie. Mieciu, Waldziu, ty zbastuj trochę.  Wystarczy ci już. Masz tu, usiądź, ochłoń. A on taki bardziej wiking jest teraz. On ma sprawy. Kurrr… ja pierrr…. chuj. Sprawy mam, siadał nie będę.

Wychodzi nie w porę ośmioletnie dziewczę o sarnich oczach. Na mamusię sarnimi patrzy. Na tatusia. Ale tatuś się trzyma. Jest w porzo. Curuś ty moja kochana. W porzo jest. Dzieci z alkoholem nie mieszać. Nie mieszać ich w to. Sami się pobawmy.

Gotuje się we mnie krew jak na wyprawie krzyżowej.  To nie moja sprawa. Nie moja. Ja nie kabluję. Ja potrafię. A jak ja wcześniej potrafiłam. Ale już nie mogę. Nie mogę.

 


Kino drogi

W kinie drogi bohater zawsze szuka sam siebie – powiedział mi w szkole ktoś, nie pamiętam kto. Ale pamiętam że.
W prawdziwej podróży bohater też szuka sam siebie. (Chyba, że jest z dziećmi i akurat szuka toj toja, picia lub pizzy.)

Jest rok ąty ąty. Koniec sierpnia. Mam dwadzieścia jeden lat. W moim życiu właśnie jest  Sylwester. Fajerwerki i więcej fajerwerków. Wybuchają jeden po drugim, jeden nad drugim. Pociąg jedzie przez Pensylwanię i Illinois. Przez Missouri, Kansas do Colorado i dalej. Pociąg jedzie w dzień i w nocy. I w nocy nie mogę spać. On śpi. Ja nie śpię. Mam dwadzieścia jeden lat. W kieszeni mam papierosy. Newporty w miękkiej paczce. Mam zapaliczkę zippo, co się otwiera i zamyka z miękkim dźwiękiem. I pachnie benzyną.

Idę przez pociąg amerykańskich linii Amtrak. Jest noc w Colorado. Wagon dla palących ma tylko dwie długie ławki. Nocą światła są przygaszone. Tyle tylko, żeby się nie potknąć o wysokie popielniczki na chudych nóżkach. Tyle, że widać żarzące się końce. I zawsze ktoś tu jest. I nigdy nie panuje tu cisza. W tym kraju nie ma ciszy między ludźmi. Jest noc w Colorado, palę newporta z filtrem. On śpi. Ja nie śpię.

W prawdziwej podróży bohater szuka siebie. Zawsze coś znajduje. Nie zawsze to, co by chciał.

Myślę o tym wszystkim wychodząc z kina w centrum handlowym. Myślę o tym, jadąc schodami ruchomymi. Jest noc w Warszawie. Od dawna nie palę. Nie ma zippo. Jego też już nie ma. Jakim cudem wciąż słyszę ten pociąg.

Jestem zmęczona. Ile żyć da się żyć jednym życiem.

Zainspirowane tym filmem.

I schodami ruchomymi w Arkadii.


%d blogerów lubi to: