Tag Archives: prl

Niepicie

Najpierw nie pijesz, bo jesteś w ciąży. Potem nie pijesz, bo karmisz (wtedy zresztą nie-picie nie jest twoim największym problemem).  Potem nie pijesz, bo każda, nawet śladowa ilość alkoholu, doprowadza cię do tańca na stole, podczas gdy reszta towarzystwa jeszcze nie dostała rumieńców. Potem nie pijesz, bo jak wchłoniesz kilka kieliszków, to kac w towarzystwie dziecka jest nie do zniesienia.

Ale

Im więcej nie pijesz, tym gorzej znosisz.  Na zdrowie.  Na drugą nóżkę.  Karniaczka i rozchodniaczka.  Język  taki bogaty, taki opisowy. Twarze takie szczęśliwe. I takie nieszczęśliwe twarze. Oczy, które widzą, co chcą.  Coś tam widzą, czegoś nie. Ta pewność siebie. Testosteron we krwi. Promil i czosnek w wydychanym powietrzu hej.

I jeszcze jeden i jeszcze raz. W imię mitów i filmów na których. Prawdziwy mężczyzna pije. Picie prawdziwego mężczyznę upoważnia. Zarówno w kwestii wypuszczenia bestii.  Oraz w kwestii rzewnych wyznań gówno wartych. A także w kwestii zachowywania się jak idiota. Ja mam serce jak piekarnik. Ale ty mnie nie dotykaj. Kontaktu ze mną cielesnego nie szukaj. Nie brataj się ze mnę, bo ja się nie bratam.

W imię tradycji polskiej, ruskiej i bałkańskiej. Dusza słowiańska. Nikt nie wie, co to znaczy. Nikt. Ale kto nie pije, ten kabluje.  Póki my żyjemy.

A trafi się jakaś rodzinna impreza, to dopiero emocje się ujawniają. Wyszedł ochłonąć, na powietrze wyszedł. Za nim ona cicho. Spokojnie tłumaczy. Bo on już jest taki odważny, taki chojrak do niej, że lepiej na spokojnie. Na grzecznie. Mieciu, Waldziu, ty zbastuj trochę.  Wystarczy ci już. Masz tu, usiądź, ochłoń. A on taki bardziej wiking jest teraz. On ma sprawy. Kurrr… ja pierrr…. chuj. Sprawy mam, siadał nie będę.

Wychodzi nie w porę ośmioletnie dziewczę o sarnich oczach. Na mamusię sarnimi patrzy. Na tatusia. Ale tatuś się trzyma. Jest w porzo. Curuś ty moja kochana. W porzo jest. Dzieci z alkoholem nie mieszać. Nie mieszać ich w to. Sami się pobawmy.

Gotuje się we mnie krew jak na wyprawie krzyżowej.  To nie moja sprawa. Nie moja. Ja nie kabluję. Ja potrafię. A jak ja wcześniej potrafiłam. Ale już nie mogę. Nie mogę.

 


Co musiały (z)nosić dziewczynki?

O co chodzi z tym nie ubieraniem dziewczynek na różowo?

Różowy be. Barbie na stos. Spineczki w kropeczki, cekiny i kwiatuszki są passe. Jak one mogą tak do szkoły?! Te lolitki, te, a kysz, tfu, małe demony, od których nawet pan od etyki się poci. Biedny, nie zrobi nic, bo go zaraz pozwą. A czy one nie za wcześnie współżyją, nie za wcześnie żyją? Nie są za bardzo świadome? Że prezerwatywa to nie balon? A że szminka to nie kredka?

 Nie wiem. Nie wiem, nie jestem pewien. Ale ja byłam niegdyś dziewczynką i  ta dziewczynka to była totalna porażka. Nadaje się tylko na zapomnienie, na zakopanie i pochowanie.

Co musiały znosić dziewczynki?

Kompletną nieznajomość swojego ciała. Nikt nie zajmował się wyjaśnianiem nam, czemu jednym cycki rosną, a innym nie. I czemu, jak się rośnie szybko, to skóra pęka w jasne wąwozy rozstępów i co z tym zrobić. Ania z Zielonego Wzgórza miała tylko piegi, a Pipi nie miała taty. Żadna z nich nie miała PRL-u.

Fartuszki, spódnice w kratę i zielone koszule. Wlokłam się do szkoły, obudowana tym pancerzem jak 3PO z Gwiezdnych Wojen. Kanciasta, brzydka osoba. Różu ani żu żu.

Cera. Biała jak ściana z wykwitem młodzieńczego trądziku. Na korytarzu w podstawówce wisiało duże lustro w drucianej oprawie. Miałam takie ścieżki, żeby je ominąć. W łazience, myjąc dłonie, patrzyłam w dół – na mydło, na szare tenisówki i postrzępione krawędzie fartuszka.  Rosła mi gula z łez w gardle i szłam na ruski. Nikt mi wtedy nie powiedział o clerasilu, podkładzie, fluidzie, korektorze, błyszczyku, ani tuszu do rzęs. W końcu miałam tylko 13 lat. Należało mnie nauczyć jak zakładać maskę gazową, śpiewać po rosyjsku buswiegda budziet sońce, a po polsku ojcze nasz któryś jest.

Miesiączka. Coś pomiędzy szokiem, obrzydzeniem i wstydem. Zamknęłam się w łazience. Mama, w dobrej wierze, obdzwaniała całą rodzinę. Halo?! Międzymiastowa?! Ma okres!! Tak się cieszymy!! Zatkałam uszy watą.

Absolutny hit – czyli pan od nauki jazdy. Miałam 17 lat, więc zdążyłam się zorientować, że jestem dziewczyną. Pan od nauki też się zorientował. Taki z niego był żartowniś. Lubił sobie pogadać, o tym, co mu się śniło. Podpytać, co mi się śniło. Lubił też porównywać drążek od biegów do różnych ogonków i takich tak. No, mówię wam, jaki śmieszny. Stary obleśny zbok!!

Oczywiście on tylko gadał, a ja nie miałam pojęcia, że to też nie jest ok.  Do głowy mi nie przyszło, żeby to zgłosić do gazety lub choćby do świadomości własnej osobistej matki przy obiedzie.

Także – dziewczynkom bym dała różu, ile chcą. Nawet różowe tampony (nie, kochanie, od tego się nie traci dziewictwa). A tu masz różowy dyktafon i różowy paralizator – jakbyś miała powód, to użyj. A poza tym, królewno, tak – jesteś dziewczynką. Enjoy!


%d bloggers like this: