Tag Archives: uroda

miejsce przy oknie

W autobusie sto dziewięćdziesiąt siedem ciasno. To znaczy ścisk przy drzwiach, ale na środku, jak zawsze, jest całkiem okej. Siedzę, ale rozglądam się nerwowo, żeby nie przegapić jakiejś staruszki.  Moją uwagę przyciągają dwie nastolatki.

Cięcie:

Miejsce przy oknie.  Numer jeden to królewna Śnieżka. Ciemne włosy, jasna cera.  Wielkie oczy i takie usta, że – jak można mieć takie usta?! Idealnie wykrojone. Kasztanowe loki płyną po ramionach, rzęsami prawie szybę rysuje.

Tu kozaczek, tam płaszczyk. Na kolanach trzyma torbę, z futerkiem, które udaje sierść krowy. Telefon w brokatowej obudowie błyska. Przez białe rzemyki słuchawek niewyraźnie sączy się do nas, pasażerów, polski hip hop. Wczesna Scarlett Johansson co jakiś czas  odpisuje na komplementy tych chłopaków ze szkoły, którzy mają to szczęście, że są jej znajomymi na fejsbuku.

Cięcie:

Autobus. Miejsce przy przejściu. Nastolatka numer dwa siedzi obok i zajmuje nieco więcej miejsca. Pulchniutka, w okularach. Dała sobie spokój z rozpuszczaniem włosów, związała w kitkę, ukryła pod czapką. Jest ubrana w puchową kurtkę (ubierz się, bo zimno), wygląda jak Pi lub Sigma z Matplanety. Króciutką szyję okutała w wełniany szal zupełnie nie pasujący do kurtki. Torbę ma, ale teraz nie mogę odtworzyć jaką. Nie patrzy w okno, z nikim nie nawiązuje kontaktu. W ogóle nie jest online, zresztą na fejsbuku zaprosiła ją tylko siostra cioteczna. Gapi się w podręcznik otwarty na rozdziale z rozkrojoną rybą. Jest krótkowidzem, aktualnie wyłączonym ze świata. Jest tylko ona i ryba.

Cięcie:

Autobus. Rok dwa tysiące trzydziesty pierwszy. Miejsce przy oknie. Królewna Śnieżka patrzy w szybę. Ma już dwójkę dzieci i męża. Jest wciąż bardzo piękna, o czym zapewnia ją kolega z pracy. Smutno jej jakoś. W ecco kids na wyprzedaży nie było pomarańczowych sandałków. Wakacje w tym roku znowu nad polskim morzem. W pracy liczyła na więcej. Coś jest nie tak. Coś jest cholernie nie tak.

Numeru dwa nie ma w autobusie. Jest w Pekinie, gdzie dostała pracę po obronie doktoratu z genetyki. Czuje podniecające mrowienie za każdym razem, kiedy wchodzi do laboratorium. Co do życia rodzinnego nie mam pewności, ale wydaje mi się, że mąż jest lapońskim pisarzem.

Cięcie:

Mój przystanek.

Reklamy

Taka ładna

Pan się musi mylić, to nie ja. To nie moja twarz, to nie ja. Taka blada jakaś tu jestem, w kontraście do rumianej koleżanki z prawej, wyglądam jak niesymetryczna plama rozlanych potrójnych podbródków. Rozpacz nie gęba. Pod oczami dwa głębokie cienie mi pan tu uchwyciłeś i wyglądam jakbym miała wąsy. Pan się naucz zdjęcia robić najpierw, dopiero potem pan strzelaj tym fleszem. Ja tak na pewno nie wyglądam.

Pan sobie wybrałeś moment jak się garbię i gapię się tępo. Jakimś programem komputerowym mnie pan tak pofałdował i pomarszczył?! To naprawdę nie jest śmieszne.

Teraz, kiedy jest lato i kiedy kupiłam sobie kieckę na ramiączkach, cieniutkich jak nóżki pająka, nie mogę wyglądać jak byle co. Jest lato, kręcę małą gałką radia. Głośniej jeszcze. Dzieci pod blokiem piszczą, z moich okien leci piosenka o miłości. Yalla habibi, cośtam cośtam.

Zamykam oczy i nie widzę już tego zdjęcia. Nie widzę swojej skóry ze skłonnościami, co jest ofiarą utraty elastyczności na skutek czynników. Nie widzę rezygnacji zapisanej w linii pleców. Widzę monsunowe wesele, na którym jestem jednocześnie panną młodą i matką panny młodej. Piszczą dzieci pod blokiem. Jestem też dziewczynką na weselu. Kręcę się w kółko. Wszystko przede mną. Lato przede mną. Będę chodzić promenadą wśród budek z goframi i automatów z gumowymi kościotrupami i będę habibi. Będę mieć dwa jasne paski narysowane na czerwonych ramionach. Będę wciągać brzuch i odgarniać włosy, jak mi wiatr je włoży do ust. W zachodzącym słońcu będę kroić pomidory na kolację. Jestem taka ładna, jak mnie nie widzą żadne aparaty. Najładniejsza, jak nikt nie patrzy.


%d blogerów lubi to: