Tag Archives: związek

Zaopiekuj się mną

Kto się boi pani es. Kto nie. Kto mi poda szklankę na starość. Kto mi poda leki. Od złego mnie uratuje, od zawału. Kto mnie uratuje przed alkoholizmem, przed izmem, szlajaniem się. Przed niewłaściwym towarzystwem, kto mnie uratuje. Kto mi w święta kupi bestseller i krem pod oczy. Kto ze mną pójdzie na wesele, jako że z osobą towarzyszącą. Kto mnie przywiezie zawiezie do szpitala, ze szpitala. Na cmentarz. Kto zajmie się zmianą opon z letnich na zimowe, z zimowych na letnie. I potem na zimowe. No kto. Zdrowie mija. Uroda panie. A kto mi potem poda rękę na schodach. Na pasach.

Kto mi powie, co gorsze. Być z tobą czy nie być. Co gorsze. Co lepsze. Na dwoje babka wróży. A jeśli, to kto mi pomoże, jak nie daj boże. Co więcej kosztuje. Co mniej. Ktoś mi podmienił związek na wagę. Na szale bez szału. Bez pytania. Czasem już nie mogę oddychać. Czy to strach. Jak mam, co mam. To przed czym?

Kto tego nie ma, kto ma? Kto się boi? Ja się boję. Kto mi poda herbatę. Idź, połóż się zaśnij. Idż nie myśl. Musisz mieć kogoś, kto ci poda.

 

 


Co słychać?

To już tyle lat minęło. Dekady, człowieku, tuziny lat i jeden wiek już się nawet skończył od tego czasu. Kontakt się urwał. Nie ma o czym mówić. Nie będziemy przecież wspominać szkolnych korytarzy. Sklepiku. Przerw długich i krótkich. Przerw na wagę. Zielonej trawy przed szkołą. Koncertu Sztywnego Palu Azji. Voo voo. Kultu. Lekcji bilarda. Lekcji poezji. Spotkań na cmentarzu. Listów. Listów. LISTÓW. Pochowanych w trzeciej szufladzie od dołu. Matury. Drzwi zdjętych. To nie stowarzyszenie umarłych poetów. Nie ma tego. Nie ma czego. Żałować. Można nawiązać kontakt. Wymienić się słowami. To było w zeszłym wieku. Jesteśmy dorośli. Starzy trochę. Możemy pogadać. Mieć dystans. Co słychać. U ciebie. Jak miło. Jak zajebiście kurwa miło, że miło. Zaraz się uduszę. Oddech mi ledwo płuc dotyka. Ledwo je liźnie. Stan mam krytyczny. Co słychać. U ciebie. Jak dobrze. Cię słyszeć. Co tak cicho mówisz. Zaraz. Muszę. Złapać. Oddech. Zaraz przejdzie zaraz minie. Jak już raz przeszło i minęło.
Nic dziwnego. Wybory nie pozostawiają nas czystych. Jesteśmy pod spodem umazani. Zanieczyszczeni. Skorodowani. Światami równoległymi. W których. W zasadzie to możemy się nawet spotkać na kawę. O tak, jasne, że tak. Na kawę. Na wodę.
Zaraz przejdzie. Ucisk w klacie. Odruch wymiotny. Nawet palce pamiętają wszystko jak było. Nie jest możliwe dla systemu poznawczego człowieka zasymilować fakt, że ktoś może być jednocześnie tak bliski i daleki. Dla systemu obronnego to jest wyzwanie.  Że jest i go nie ma. Poleciał w czarną dziurę. Nie jestem dzieckiem. Potrafię przecież zaakceptować słowo nigdy. Nigdy już. Się nie wydarzy. Oprzyj łeb na kierownicy i oddychaj. Ubezpiecz się na życie, zanim zadzwonisz, głupia.  Kupić chleb. Kupić masło. Kupić książkę. Wrócić do siebie. Zaraz mi do siebie wrócić! Ze szkolnego korytarza.


Romans

Głową muru nie przebijesz. Wyżej tyłka nie podskoczysz. Są granice prywatności. Się je przekracza, jedną za drugą, jednocześnie pilnując, żeby jeszcze jakieś zostały. Na granicach,  na ziemiach niczyich, leżą smutne, zmarznięte tematy. Tabu tabu – mówią cicho. Nieostre takie, bo jeszcze nawet nie ponazywane.

Załóżmy, że ja nie piszę o sobie. Z życia osobistego nie czerpię.  Że ja tu opisuję życie  Barbary albo Magdaleny…  Niech będzie, że Barbary.

Basia jest osobą, a jakże – zamężną i fakt ten konstatuje każdego ranka, kiedy rozstaje się z ukochanym na całe dni. I każdego wieczoru, kiedy w końcu może spotkać się, zmęczona a jakże, ze swoim zmęczonym ukochanym. Małżeństwo Barbary rozgrywa się właściwie w jej głowie. W jej głowie niekończące się rozmowy, śmiechy i kłótnie. W jej głowie miłość i lojalność. W jej głowie wyrzuty i łzy, które on potem wyciera w jej głowie delikatnie chusteczką higieniczną jednorazową. W jej głowie on ją całuje i przeprasza. W jej głowie ona mu wszystko wybacza, przez łzy się uśmiecha, macha ręką w jej głowie na te niepowodzenia, na te kłody, co to wiadomo, że zawsze pod nogami się znajdą. W jej głowie wyjaśniają sobie te sprawy i są spokojni.

W jej głowie ona mu mówi jak bardzo go bardzo, sto razy to mówi w jej głowie, żeby grzankę nie drżącą ręką móc mu podać. Nie jest Barbara osobą głupią ani naiwną, aczkolwiek wydaje się, że jest, skoro w jej głowie rozgrywa się ten romans z mężem za męża pojętym.

Nie jest Barbara osobą trudną. Jest taka łatwa. Do zaspokojenia. Jak ślepy na przejściu dla pieszych. Jak bezdomny z puszką.

Taka to historia jest romantycznej Barbary. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.


Graciarnia

Człowiek nazbiera tych gratów. Potem nie ma co z nimi zrobić. Fortepian służy za komodę. Stoi cicho od lat, przyszpilony zdjęciami w ozdobnych ramkach. Na sztalugach wiszą ciuchy. Już nic nie widać spod sterty szmat. Płótna na blejtramach pochowane pod łóżko. I jak tu pod łóżkiem odkurzyć? Ciągle żal to wywalić. Farby wyparowały. Glina zaschła na kamień. Nuty pożółkły. Książki, listy i stare notesy udało się jakoś na pawlaczu upchać. Taras, co miał być ogrodem, jest składem na rowerki i hulajnogi. Przewodnik po Meksyku, co to go razem kupiliśmy, podpiera szafkę na buty, bo się huśtała. Baletki mole zżarły. Głos, co miał śpiewać, czasem tylko się na wolność wyrwie, przy kołysance. Mamo, jak ty ładnie śpiewasz. … Śpij już.

Jak to się stało? Kiedy to się zadecydowało? Jakim cudem kiedyś wiedziałam, a teraz nie wiem. Kiedy się tak zakurzyłam? Walkowerem oddałam. Focha strzeliłam. Kiedyś wiedziałam, kim chcę być. Dziś wiem tylko, że jestem kimś innym. Wielkie mi halo. Nie ja pierwsza.

Maya mówi, że w każdy piątek chodzi na grę nauki na gitarze.

Mało się nie opluję z radości, bo ona ma słuch taki sobie. Dlaczego, pytam.

Bo zawsze chciałam się nauczyć grać na jakimś instrumencie.

I tak się przecież już się nie nauczysz.

No, całkiem się nie nauczę. Ale to nic. Przyjemnie jest grać. Słyszeć, jak się dźwięki coraz to bardziej się udają. Moje własne. I rozmawiać o muzyce lubię. Może bardziej rozmawiać niż grać. Rozumieć, czemu coś następuje po czymś. To są rozmowy ważne, istotne…

Rozmowy o muzyce są istotne??

Tak.

Nic nie mówię. Nie mam siły zapisać się już na żadne zajęcia dla początkujących. Zawracanie głowy. Odwracanie uwagi od przykrej konstatacji, że oto jestem w połowie drogi. Ja. Człowiek nikt.

Wyciągam te zakurzone płótna, a na nich się robi normalnie słono wodna abstrakcja z łez i glutów. Gdyby komuś chciało się kiedyś analizować, co autorka obrazu miała na myśli, to podpowiem. Chodziło jej o to, że sprawy jednak wyglądają inaczej, niż sobie to wyobrażała. I że całkiem nie wiedziała, co dalej.


Zakończenie uroczyste

Na zielonej polanie dziś wiosenny bal. Biedroneczki są w kropeczki, a skrzaty robią wszystko cicho sza. W dzień i w nocy zawsze chętne do pomocy. Moje dziecko gra w tym przedstawieniu Turystę. Wyposażyłam go w plecak, okulary słoneczne i ciupagę. Młody założył te okulary i nic nie widzi, bo w sali jest dość ciemno. Jak wyłazi na środek, to macha ciupagą dla orientacji. Może i wygląda jak turysta, tylko, że niewidomy. Zderza się ze Skrzatem. Przejęty mówi coś w stylu: „daj mi kropki na pamiątkę do kraju, wtedy wszyscy uwierzą, że tu kropki rozdają”. Na drugim planie bocian z grupy Motylków tekturowym dziobem dziobnął chmurkę z grupy Żabek, która poleciała na koleżankę pszczółkę. Pszczółka przewróciła dekorację. Pani Rytmiczka zagłusza zamieszanie, waląc w pianino i śpiewając. Jej glos jest wysoki, niewinny, jakby przeznaczony na psalmy. Młody schodzi ze sceny w glorii i chwale, machając ciupagą. Ciupaga cudem mija Franka z grupy Biedronek, który się nie przebrał, bo nie chciał. Siedzę w drugim rzędzie. Miniaturowe krzesełko gniecie mi pupę i krzyż. Migają flesze. Biję brawo. Przez chwilę czuje duszne i obezwładniające uczucie bycia zdefiniowanym do granic możliwości. Ja – rodzic na przedstawieniu. Oto moja rzeczywistość. To wszystko dla mnie. Spójrzcie, skrzaty, dookoła, czy was może ktoś nie woła…

Mój synek przebrany w żółty kubraczek tańczy twista. Mamy szaleją. Ojcowie potykają się o kable, bo patrzą na wszystko okiem digital camera. Tak naprawdę myślę tylko o tym, ze jutro cię znowu nie będzie. Znowu.


%d blogerów lubi to: